środa, 27 kwietnia 2016

25. Magdalena Majcher "Jeden wieczór w Paradise"- przedpremierowo







Magdalena Majcher napisała bogatą, życiową opowieść o tym, co może się stać, gdy w życie małżeństwa wkradnie się rutyna. Szara codzienność, obowiązki i problemy z dziećmi sprawiają, że kochający się ludzie zaczynają dostrzegać w sobie więcej wad niż zalet. Kiedy do tego dochodzi brak zrozumienia swoich potrzeb, często do rozstania już tylko kilka kroków. Miłość należy pielęgnować, tego uczy nas Magda, autorka książki "Jeden wieczór w Paradise" oraz popularnego bloga "Przegląd czytelniczy".


Marianna właśnie zaczyna upragnione wakacje. Urlop od obowiązków nauczycielki to jest to, na co czekała od dłuższego czasu. Wreszcie będzie mogła skupić swoją uwagę na dorastającej córce Ani i na nieco mniejszym synu Mateuszu. Z mężem niestety Marianna nie ma zbyt ciepłych relacji, w ich małżeństwo wkradła się nuda a brak porozumienia i życia erotycznego tylko dolewało oliwy do ognia. Marianna czuła się niespełniona i samotna, dlatego gdy przypadkowo spotyka Konrada, swoją dawną miłość, niemal od razu wpada w sidła nowego uczucia. Dotychczas ciągle myślała o potrzebach Pawła i dzieci, czy to wreszcie dobry czas, by pomyślała o sobie?


"Jeden wieczór w Paradise" to niesamowicie wciągająca książka, którą pochłonęłam w dwa wieczory. Historia Mani intryguje od pierwszej strony. Magda umiejętnie i z wyczuciem dawkowała napięcie a nieoczekiwane zwroty akcji sprawiły, że czytałam z wypiekami na twarzy. Trudno mi uwierzyć, że debiut może być tak dopracowany i ciekawy pod wieloma względami. A jednak!
Magda pokazała, że potrafi nie tylko dużo czytać i profesjonalnie recenzować książki, ale umie też stworzyć powieść, którą niewątpliwie z zachwytem przyjmą czytelniczki lubiące realistyczne i pouczające powieści.
Bohaterowie tej książki to osoby z krwi i kości, a ich problemy są bliskie każdemu z nas.Brak uczucia i zrozumienia u partnera można w dzisiejszych czasach dostrzec niemal wszędzie. Na każdym kroku przecież spotyka się teraz osoby rozwiedzione lub żyjące w toksycznych związkach.
Jestem przekonana, że "Jeden wieczór w Paradise" poprzez trafioną tematykę poruszy niejedno kobiece serce, doda otuchy i nadziei na to, że warto wierzyć w lepsze jutro.
Ta powieść traktuje także o tym jak szybko i łatwo można wszystko stracić, wszystko co dotąd było istotne i najważniejsze. Jeden wieczór zmienił życie Marianny, sprawił, że odzyskała wiarę w siebie, ale w pewnym momencie straciła poczucie bezpieczeństwa. Czy odnajdzie w sobie siłę, by odzyskać to co straciła? Czy da się wybaczyć najgorsze?

Czytałam i czułam się zupełnie jak nie z książką, a z przyjaciółką przy dobrej kawie, wysłuchując jej zwierzeń. Magda właśnie w taki sposób napisała swoją debiutancką powieść. Stworzyła historię wyciągniętą z życia, którą odczuwa się wszystkimi zmysłami, przy której na światło dzienne wychodzą rozmaite emocje a fabuła osadza się głęboko w pamięci i sercu. Czy można wymagać czegoś więcej?
Gratuluję i czekam na kolejne, a Wam gorąco polecam!


Wydawnictwo Edipress Książki
Premiera: 18 maja 2016 roku
Dziękuję Wydawcy oraz Madzi za możliwość przedpremierowego przeczytania!

Moja ocena: 6/6


wtorek, 26 kwietnia 2016

24 .Agata Przybyłek "Nieszczęścia chodzą stadami"



"Nie zmienił się tylko blond" była powieścią gorąco przyjętą przez czytelniczki lubiące komedie z optymistycznym zakończeniem. Byłam bardzo ciekawa, czy Agata Przybyłek nie spocznie na laurach, pisząc jej kontynuację. Kolejna powieść z Serii z babeczką zapowiadała doskonałą rozrywkę na pochmurne kwietniowe dni, dlatego ja nie pozwoliłam jej zbyt długo czekać na półce. Potrzebowałam szybkiego "poprawiacza" humoru i udało się! Znalazłam książkę, przy której ubawiłam się do łez!

Halina, matka Iwonki, bohaterki pierwszej części, czuje się samotna bez dzieci i wnuków. Lekarstwem na nudę ma okazać się przyjazd jej chrześnicy Martusi. Dziewczyna wraca do Sosenek po kilkuletnim pobycie w Anglii. W tym czasie zdążyła "dorobić" się dwójki dzieci. Wszystko wydaje się być normalne, do czasu gdy synek Martusi okazuje się być czarnoskóry. Dla Haliny, która chciała przyjąć Martusię jak własne dziecko, to za wiele! Nie może przecież pokazać znajomym i mieszkańcom Sosenek, że jej chrześnica ma TAKIE dziecko. Musi zrobić absolutnie wszystko, żeby mały Krzysiu pozostał ich tajemnicą, a Marta szybko ulotniła się z ich życia. W tym celu w głowie Haliny kiełkuje szatański pomysł, musi uprzykrzyć Marcie życie. Odłącza Internet i prąd, daje jej mało smaczne posiłki a tłumacząc drogę do sklepu specjalnie miesza kierunki. Co z tego wyniknie? Cyrk na kółkach!

Ach...jak ja się świetnie bawiłam przy tej książce. Zwykle dość sceptycznie podchodzę do kontynuacji, ale w tym przypadku Przybyłek wyszła obronną ręką. Nawet miałam wrażenie, że "Nieszczęścia chodzą stadami" można z powodzeniem czytać jako samodzielną książkę. Ba! Ośmielę się napisać, że ta część jest lepsza od poprzedniej. Zdecydowanie szybciej ją "łyknęłam" a uśmiech na twarzy towarzyszył mi od początku do końca lektury.
Bohaterowie stworzeni przez Agatę potrafią rozbawić największego ponuraka. Halinka to mój numer jeden. Chociaż jej zaściankowe poglądy bardziej mnie irytowały niż bawiły, to całość sytuacji była tak przedstawiona, że nawet Halinki nie dało się nie lubić. Najbardziej żal mi było męża Halinki, oj biedny musiał się namęczyć z jej dyktatorskim charakterkiem.
Czytając tę książkę na pewno rozbawią Was sytuacje stworzone przez Autorkę, ale nie zabranie też kilku momentów, w których książka nabiera nieco innego wyrazu. Nie jest to bowiem tylko lekka komedia, historia Marty, Halinki i całej reszty to także powieść  z której łatwo można wyciągnąć wnioski, zastanowić się nad mentalnością ludzi oraz zobaczyć, że nie warto podążać ślepo za innymi. Czasem trzeba szeroko otworzyć oczy, żeby dostrzec, że to co inne nie znaczy gorsze, a uprzedzenia należy schować głęboko w kieszeń.

Macie ochotę na lekką historię z ogromną dawką humoru? Proszę bardzo, Agata Przybyłek dopracowała swoje najnowsze dzieło, włożyła w niego dużo serca i oto jest książka, przy której aż chce się spędzić czas. Wciągająca, zabawna i z morałem. Dokładnie czegoś takiego ostatnio potrzebowałam.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu:


Moja ocena: 5/6

piątek, 22 kwietnia 2016

Benjamin Chaud "Żegnaj, Skarpetko!"


Kiedy zobaczyłam na stronie Zakamarków okładkę tej książki pomyślałam, że będzie to zabawna historyjka chłopca, któremu ciągle ginęły skarpetki. Wszak pojedyncze skarpetki to standard w wielu domach i my także dobrze znamy ten problem. Stop. Ta książka nie jest o znikających częściach garderoby, to wspaniała, pięknie wydana i mądrze przedstawiona lekcja odpowiedzialności za zwierzątko. Poznajcie królika, któremu na imię Skarpetka.


Skarpetka to królik rasy bawół, swoje imię zawdzięcza oklapniętym uszom, które wcale nie chcą stać. W dodatku zwierzątko jest wyjątkowo niemrawe, nie umie bawić się w Indian i zupełnie nie spełnia oczekiwań swojego małego opiekuna. Chłopiec zdecydowanie bardziej woli bawić się z kolegami niż opiekować nudnym królikiem, dlatego przy najbliższej okazji zabiera go na spacer do lasu. Nie będzie to jednak zwykły spacer, przyjemny dla obu stron. Chłopiec przywiązuje Skarpetkę do drzewa i odchodzi, ot tak sobie, zwyczajnie zostawia niepotrzebne zwierzę w lesie. Po chwili jednak wyrzuty sumienia tak bardzo zaprzątają myśli chłopca, że postanawia on zawrócić po królika. Jednak Skarpetki już nie ma, pozostał tylko kawałek sznurka. Gdzie się podział? Odsyłam do lektury.


"Żegnaj, Skarpetko!" to książka z niesamowitym morałem, działa na psychikę dziecka, uczy poprawnego zachowania i traktowania zwierząt. Kiedy czytałam dzieciom tę książkę w momencie gdy chłopczyk zostawiał Skarpetkę w lesie moje dzieciaki miały oczy pełne smutku i strachu. Córka nawet zapytała "ale jak to możliwe, zostawi go tam?". No właśnie. Życie to nie bajka, ne zawsze ludzi są cudownymi przyjaciółmi dla zwierząt, chociaż one dla nas właściwie zawsze. Nie można wziąć zwierzaka i potem ot tak sobie zwyczajnie do oddać, wyrzucić czy zaniedbać. Mieć zwierzątko to znaczy podjąć się opieki do końca jego życia, bez względu na nasz humor czy warunki w jakich się znajdziemy. Uczę dzieci szacunku do istot żywych, mówię im, że miłość czworonoga często jest jedną z najbardziej bezwarunkowych miłości na świecie. Nie kocha się na chwilę, dlatego zawsze każdą decyzję o nowym przyjacielu rodziny należy przemyśleć, a nie spełniać tylko swoje chwilowe zachcianki.



Pięknie wydana, w dużym formacie, gdzie ilustracje zachęcają do oglądania i czytania razem z dzieckiem. Wartościowa, mądra i z morałem. Absolutnie polecam, jestem ogromną fanką takich książek, które wywołują emocje w dziecku, uczą poprawnego zachowania i spojrzenia na sprawy oczywiste z innej strony.

Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Zakamarki!

Moja ocena: +5/6

niedziela, 17 kwietnia 2016

23. Anna Kańtoch "Łaska"



Jak to jest nie pamiętać rzeczy, które są tak straszne, że spokojnie mogłyby być historią niejednego koszmaru? Łaska zapomnienia jest błogosławieństwem wtedy, gdy chroni nas przed własnymi wspomnieniami. Bywa tak, że podświadomość wyrzuca z pamięci straszne zdarzenia, a ich przywołanie jest boleśniejsze niż nam się wydaje. Czasem nie pamiętać, to znaczy mieć szansę normalnie żyć. Tak było w przypadku Marii, bohaterki nowej książki Anny Kańtoch.

Kilkuletnia Marysia znika na parę dni w lesie, nikt nie wie co się z nią działo, gdzie była ani co było powodem zniknięcia dziewczynki. Mija 30 lat, dorosła już Maria wraca do rodzinnej miejscowości by uczyć w tutejszej szkole. Podczas sprawdzianu jaki piszą jej uczniowie dochodzi do dziwnego zdarzenia. Jeden z chłopców oddaje Marii pracę z rysunkiem przypominającym zdarzenie z lasu sprzed kilkudziesięciu lat. Maria jest zaniepokojona tym faktem, lecz nie chce naciskać na ucznia. Wszystko się komplikuje gdy chłopiec, który był autorem rysunku zostaje znaleziony powieszony na gałęzi w pobliskim parku. Wszystko wskazuje na samobójstwo, ale Maria ma wątpliwości. Kolejne śmierci młodych ludzi rozpętują lawinę zdarzeń a Maria będzie musiała zmierzyć się z demonami przeszłości.

Kiedy zobaczyłam "Łaskę" w zapowiedziach od razu czułam, że może to być czytelniczy strzał w dziesiątkę. Chociaż jest to lektura dość specyficzna, to jestem przekonana, że znajdzie spore grono fanów. Książkę można zaliczyć do gatunku thrillera. Przeskoki czasowe pomiędzy przeszłością a teraźniejszością powodują, że czytelnik ma zapewniony doskonały wgląd w wydarzenia jakie miały wpływ na główną bohaterkę. Maria, bo to o niej mowa, to kobieta, która skrywa w zakamarkach umysłu swoją mroczną przeszłość. To, co wydarzyło się podczas jej zniknięcia w lesie jest tak głęboko schowane w jej głowie, że Maria nie jest w stanie jasno odpowiedzieć na pytanie co się wtedy wydarzyło.
Autorka poza wątkiem kryminalnym, oraz ciekawą fabułą, pełną tajemnic i atmosfery strachu ukazała także schemat wypierania tragicznych wspomnień. Ludzki umysł jest tak skonstruowany, że w przypadkach kryzysowych potrafi "zapomnieć" o traumatycznych zdarzeniach. Łaska zapomnienia, to stan, który ma pomóc wykreowanej przez autorkę bohaterce w codziennym życiu i normalnym funkcjonowaniu.
"Łaska" jest książką, która wprowadza czytelnika w mroczne czasy PRL-u, gdzie tajemnice nawarstwiają się z każdą przewróconą kartką a atmosfera gęstnieje coraz bardziej, im bliżej do końca.

Polecam Wam kryminał Anny Kańtoch, tym bardziej jeśli lubicie wielowątkowe historie wywołujące dreszcze emocji. Jestem pewna, że wciągniecie się w historię Marii z wypiekami na twarzy, tak jak ja. "Łaska" to pozycja godna uwagi, pełna zwrotów akcji, ciekawych bohaterów i zaskakującego zakończenia. Nie ma mowy o nudzie!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czarne!

Moja ocena: 5/6

poniedziałek, 28 marca 2016

22.Hanni Münzer "Miłość w czasach zagłady" - recenzja przedpremierowa

  

Miłość i wojna, to dwa tematy bardzo często poruszane przez autorów w literaturze. Nie przepadam za takim połączeniem, ponieważ z reguły nie czytam książek z wątkami historycznymi w tle. Nigdy nie przepadałam za historią, jednak tym razem, urzeczona opisem i piękną, klimatyczną okładką, dałam się porwać w podróż po czasach wojny. Czy była to udana wyprawa i czy byłam zadowolona z lektury? Postaram się odpowiedzieć na te pytania.

Elizabeth jest spełnioną kobietą, robi karierę jako śpiewaczka operowa a prywatnie jest szczęśliwą żoną Gustava. Wkrótce na świat przychodzi ich ukochana córka Deborah a potem synek Wolfgang. Dzieci są spełnieniem marzeń obojga i dziedziczą talenty rodziców. Jednak sielskie życie Gustava i Elizabeth szybko się kończy, wojna niszczy wszystkie nadzieje na dobrą przyszłość dla ich rodziny a żydowskie pochodzenie Gustava sprawia, że Elizabeth stanie przed wieloma trudnymi wyborami.

Felicity usilnie poszukuje swojej matki, która nagle zniknęła w tajemniczych okolicznościach. Wszelkie tropy prowadzą do Rzymu, gdzie, jak się okazuje faktycznie przebywa Martha, która zaś pragnie dowiedzieć się czegoś więcej o swojej matce a znalezione zapiski mają pomóc w odnalezieniu prawdy. Felicity i Martha odkrywają tajemnicze zapiski Debory i dowiadują się, czego doświadczyła w czasach prawdziwej zagłady.

Hanni Münzer  stworzyła opowieść o pokoleniu kobiet, które naznaczyło piętno wojny. Ukazała losy kobiet, które walczyły w najtrudniejszych latach, przy okazji będąc matkami, żonami i kobietami pracującymi. Każda z bohaterek wniosła w powieść świeżość, intrygowała i poruszała swoją historią. Felicity, Martha, Deborah, Elizabeth, to bohaterki książki Hanni Münzer , które żyją na kartach jej książki i pokazują czytelnikom trudy wojny, jej bezwzględność, okrucieństwo i determinacje tych, którym przyszło jej spojrzeć w oczy. "Miłość w czasach zagłady" jest książką, wobec której na pewno nie można przejść obojętnie, mocna, poruszająca i wciągająca fabuła z pewnością zapadnie w pamięci nawet tym, którzy nie lubią wątków wojennych. Autorka w sposób bardzo sugestywny ukazała cienką granicę pomiędzy miłością i nienawiścią, dobrem i złem, wojną i pokojem.
Byłam zafascynowana opowieścią Elizabeth, z wypiekami na twarzy czytałam wspomnienia Debory i jednocześnie czekałam na zakończenie wątku Felicity i Marthy. Wszystkie bohaterki miały w sobie ogrom emocji do przekazania czytelnikom, nie mogłam się oderwać od tej pięknej historii.

Bałam się, że książka ze względu na fabułę osadzoną w latach dwudziestych, nie spodoba mi się. Na szczęście sposób w jaki autorka przedstawiła swoje bohaterki okazał się bardzo interesujący i wciągający. Powieść traktuje o trudnym macierzyństwie w czasach, gdzie śmierć czaiła się za rogiem, o sile drzemiącej w kobietach tamtych czasów i ogromnym poświęceniu dla dziecka. Warto wspomnieć też o postaci samego Adolfa Hitlera, bo także o nim przeczytamy w 'Miłości w czasach zagłady". Wielopokoleniowy wątek sprawia, że książkę czyta się jednym tchem i niema tu miejsca na nudę. Druga wojna światowa to temat trudny i bolesny, ale wpleciona miłość pomiędzy bolesne wydarzenia sprawia, że bohaterki stworzone przez autorkę stają się kobietami z krwi i kości. Takim historiom mówię zdecydowane TAK.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Insignis oraz AIM Media.

A tu możecie posłuchać fragmentów powieści:
Fragment 1
Fragment 2
Fragment 3
Fragment 4

Moja ocena: 5/6


wtorek, 15 marca 2016

21. Sylvian Reynard "Raven" - recenzja przedpremierowa



Każdy, kto regularnie czyta moje recenzje wie, że z reguły nie czytam gatunku fantasy. Kiedy dostałam propozycję napisania opinii o książce "Raven" chwilę wahałam się, ale ciekawość zwyciężyła. Chciałam spróbować poczytać coś w zupełnie innym stylu i klimacie niż dotychczas. To moje pierwsze spotkanie z tego typu literaturą, ale pomyślałam, że jak nie spróbuję teraz, to kiedy? Dziś mogę Wam napisać, że miło spędziłam czas z książką, która wprowadziła mnie w zupełnie inny świat a dzięki niej otworzyłam się na nowe doznania czytelnicze.

Raven Wood jest niepełnosprawną, młodą dziewczyną, zajmuje się renowacją obrazów w Galerii Uffizi we Florencji. Na co dzień jest nieśmiała z powodu kompleksów, nie dość, że chodzi o lasce, to jeszcze marzy jej się szczuplejsza sylwetka. Pewnego wieczoru, gdy wraca z pracy do domu, staje się świadkiem brutalnego napadu na bezdomnego, którego znała. Raven stara się mu pomóc, ale sama staje się ofiarą napastników. Tajemnicza postać jednak pomaga jej, płosząc bandę chuliganów, tym samym ratując Raven. Dziewczyna jest w takim szoku, że traci przytomność, budzi się dopiero następnego ranka i uwierzyć nie może, bo stał się jakiś cud. Po jej niepełnosprawności nie został nawet ślad, odzyskała zgrabną figurę i teraz może nazywać się prawdziwą pięknością. To nie koniec dziwnych faktów, które dzieją się wokół niej, w galerii w której pracuje giną ilustracje Boticellego a sama Raven staje się główną podejrzaną. W celu poszukiwana prawdziwego przestępcy dziewczyna wkroczy w świat tajemniczej Florencji, gdzie przeżyje przygodę swego życia, a może spotka miłość?

Wampiry i ludzie, to zupełnie nie moja "bajka", ale ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu ta książka potrafiła mnie wciągnąć od pierwszej strony. Nie znaczy to,że fabuła była szczególnie dla mnie znacząca, ale bohaterowie wzbudzili moje zainteresowanie. Byłam ciekawa co też autor ( a może autorka, wszak nie znamy płci Reynard) wymyślił, oraz jak potoczą się losy tytułowej Raven.
Powieść jest pełna przygód, właściwie non stop coś się dzieje i pewnie dlatego mimowolnie zostałam wciągnięta w wir wydarzeń. Świat wampirów okazał się ciekawą odskocznią od realistycznych obyczajówek i mrożących krew w żyłach dreszczowców, po które najchętniej sięgam. Pozostaję wierną fanką tych gatunków, ale cieszę się, że mogłam przyjemnie spędzić czas z książką Reynard.
Autor stworzył bogatą opowieść łączącą dwa różne światy- ludzki i wampirów. Doprawiona odrobiną subtelnej erotyki opowieść o rodzącym się uczuciu między Raven a Edwardem, stanowi nie lada gratkę dla miłośników fantasy. Pełna przygód i zwrotów akcji powieść idealnie wpasuje się w gust młodych czytelników, szukających mocnych wrażeń w lekturze.
Na plus także można zaliczyć miejsce, gdzie została osadzona akcja książki. Malownicza Florencja świetnie oddaje klimat powieści, tak, że bez trudu można wręcz poczuć jej urok a oczami wyobraźni zobaczyć zakątki miasteczka.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Akurat oraz Business & Culture!

Moja ocena: +4/6

sobota, 5 marca 2016

20. Joanna Opiat-Bojarska "Gra pozorów"



 Miłość, nienawiść, zemsta. Wdowa, która musi zmierzyć się z żałobą, chociaż nie dane jej było godnie pożegnać męża. Tajemnica, która miała nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Komu można ufać a kto jest wrogiem? Jesteście gotowi na prawdziwe emocje i odrobinę strachu? "Gra pozorów" dostarczy napięcia i wrażeń na najwyższym poziomie.

Kiedy tylko zobaczyłam w zapowiedziach Czwartej Strony tę książkę, wiedziałam, że muszę ją mieć. Intrygujący tytuł i tajemnicza okładka sprawiły, że byłam coraz bardziej ciekawa treści. Opiat-Bojarska udowodniła, że polscy pisarze mają się dobrze, a pisane przez nich kryminały mogą odnosić podobne sukcesy, jak za granicą powieści grozy pisane przez Larssona czy Nesbo.

Aleksandra Wilk to psycholog z zawodu, pracuje w szpitalu a prywatnie jest matką dwójki dzieci. Rok temu straciła męża, do dziś nie może się z tego powodu pozbierać, ponieważ ciało Gabriela nigdy nie zostało znalezione. Krótki filmik z egzekucji obiegł cały kraj, dając domniemany dowód na to, że mąż Aleksandry zginął.
Kobieta zaczyna odczuwać psychiczny dyskomfort, ponieważ  okazuje się, że nie pamięta kilku ostatnich dni swojego życia. Czy to jakaś dziwna luka w pamięci, czy ktoś robi sobie z niej żarty? Aleksandra próbuje znaleźć odpowiedź na te nurtujące pytania, ale prawda zaczyna być coraz bardziej skomplikowana, a napięcie dodatkowo powodują coraz dziwniejsze telefony i SMS-y. Czy ma to jakiś związek z jej zmarłym mężem? A może to mało sympatyczna szwagierka próbuje ją doprowadzić do obłędu?Odpowiedź znajdziecie w książce!

Zaczęłam czytać i przepadłam na dobre. Oj dobrze mi było spędzać czas z "Grą pozorów". Wiecie, to jest dokładnie taki typ literatury jaki lubię,jeśli chodzi o dział sensacja/ kryminał. Stopniowanie napięcia, tajemnice z przeszłości oraz bohaterowie którzy do samego końca wydają się podejrzani co do jednego, to jest właśnie to czego szukam. Pani Joanna stworzyła bogatą i spójną historię psycholożki, która zmaga się z traumą po śmierci męża. Jednocześnie bohaterka "Gry pozorów' jest na tyle trzeźwo myśląca, że nie jest łatwo ją zastraszyć.  Aleksandra z pewnością przypadnie Wam do gustu, a tajemnica jaką kryje przeszłość wciągnie od samego początku do końca.
"Gra pozorów" jest świetnie napisana, lekko, ale z pazurem, zawiera wszystkie elementy dobrego kryminału. Ciekawa intryga powoduje, że od pierwszej strony zostajemy wciągnięci w niebezpieczną grę i wraz z bohaterami zmierzamy do głównej rozgrywki. Aleksandra, Joachim a może Hanna? Kto mówi prawdę, a kto jest bezwzględnym kłamcą? Dacie się wciągnąć w zabawę?

"Gra pozorów" to książka, którą mogę polecić z czystym sumieniem i jestem przekonana, że spotka wielu wielbicieli. Ci, którzy lubią książki z dreszczykiem będą usatysfakcjonowani. Zapewniam, że zakończenie Was zaskoczy a samo wytypowanie mordercy będzie nie lada gratką i sporą trudnością. Zachęcam do spędzenia wieczoru z tą książką. Ciekawi bohaterowie, zawrotna akcja i skomplikowana intryga to zapowiedz bardzo udanej lektury, która zapada w pamięć i powoduje, że myśli wokół niej krążą jeszcze długo po odłożeniu książki na półkę.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona!


Moja ocena: +5/6