poniedziałek, 1 maja 2017

4. Sławomir Bogacki, Maria Jurkiewicz "Miłość niczyja" / patronat medialny







Zdarza Wam się ocenić kogoś, zupełnie nic o nim nie wiedząc? Czy zastanawiacie się czasem o czym myśli osoba jadąca na przeciw w autobusie, tramwaju, pociągu? Czy często porównujecie się do innych? Pozory mylą. To co czasem wydaje się oczywiste, wcale takie nie jest. Często bywa tak, że za maską szczęścia i uśmiechu, kryje się wewnętrzny dramat. Kim więc jesteśmy, by osądzać?


Anna to żona i matka dwójki dzieci. Z pozoru szczęśliwa a wewnątrz przytłoczona i stłamszona przez męża i nadmiar obowiązków. Anna marzy o prawdziwej miłości, jakiej nie zaznała nigdy u boku męża. Stopniowo coraz bardziej pogrąża się w depresji, aż wreszcie, gdy ją poznajemy, jest na granicy załamania nerwowego. Nie tak chciała by wyglądało jej życie, ale czy jeszcze znajdzie w sobie siłę, by cokolwiek w nim zmienić?
Morten to samotny, zamknięty w sobie dziennikarz radiowy. Nie ma rodziny, skupia się na pracy w radio a wolny czas poświęca muzyce. Tak samo jak Anna, potrzebuje miłości, zrozumienia i drugiego człowieka.
Jeden wieczór wystarcza, by losy tych dwojga połączyły się. Czy jednak chwila rozmowy wystarczy, by zrozumieć się na tyle, żeby coś zmienić w swoim życiu? Czy któreś z nich odważy się na pierwszy krok ku lepszej przyszłości?

"Miłość niczyja" to książka, którą napisali w duecie Maria Jurkiewicz i Sławomir Bogacki. Twierdzą, że idealnie się uzupełniają, co doskonale widać na przykładzie ich książki. Na kartach powieści udało im się świetnie dopasować bohaterów i fabułę, tak by powieść była wiarygodna. Chociaż książka nie ma wielu stron, to zawiera w sobie sporo prawdy życiowej, obserwacji i mądrości. Niejedna czytelniczka odnajdzie trochę siebie w Annie i być może zapragnie coś zmienić w swoim życiu?
Historia Anny i Mortena zdecydowanie daje do myślenia, jest ponadczasowa i realistyczna. Samotność bowiem, nie dotyczy tylko "singli". Jakże często spotyka się określenie samotności w związku. Można być z kimś, ale czuć się obco, udawać kogoś innego, dusić się wśród codziennych zmartwień i rutyny. Są to problemy, które są ponadczasowe i mogą dotknąć nas niemal w każdym etapie życia, bez względu na płeć, wykształcenie czy poglądy.
Temat powieści jest bardzo "na czasie", dlatego książkę czyta się naprawdę błyskawicznie. Warto jednak odrobinę się zatrzymać, pomyśleć, przeanalizować zachowania bohaterów, oraz skutki ich decyzji. "Miłość niczyja" swoją fabułą potrafi zainteresować, czyta się ją z przyjemnością, więc mi nie pozostaje nic innego, jak zachęcić do lektury!

Za udostępnienie egzemplarza serdecznie dziękuję Wydawnictwu Videograf!

poniedziałek, 6 marca 2017

3. Agata Kołakowska "Kolejny rozdział"

Wydawnictwo Prószyński i S-ka oraz Poczta Książkowa bardzo miło mnie zaskoczyli pewną tajemniczą przesyłką w której znajdowała się nowa powieść Agaty Kołakowskiej. "Kolejny rozdział", bo to o nim mowa, miał świetną promocję a dodatkowo intrygujący opis sprawił, że sięgnęłam po tę lekturę z ogromną przyjemnością.




Kalina Milewska jest popularną autorką powieści kryminalnych. Jej ostatnia książka nie została przyjęta z zachwytem przez czytelników, dlatego teraz autorka szuka weny, by sprostać oczekiwaniom swoich fanów. Marzy jej się odpoczynek w zacisznym miejscu, by móc popisać w spokoju. Pomysł wyjazdu nie podoba się jednak mężowi Kaliny, na domiar złego kobieta ciągle czuje presję od Macieja, redaktora naczelnego wydawnictwa, które publikuje jej książki.

Tymczasem Maciej Tarski przychodzi do pracy w wydawnictwie jak zwykle. Nie spodziewa się niczego specjalnego, a jednak dzień okazuje się być dla niego zaskakującym. Na jego e-mail przychodzi wiadomość z propozycją wydawniczą. Maciej zaczyna czytać i nie wierzy własnym oczom, opisywane fragmenty powieści są mu znajome, zupełnie jakby ktoś, kto doskonale go zna opisywał jego prywatne życie. Podejrzenie oczywiście pada na Kalinę Milewską, ale ona na wieść o tym zaprzecza. Wkrótce kolejnych rozdziałów zacznie przybywać, tak samo jak niewiadomych w życiu Kaliny i Macieja.

Niesamowita powieść! Agacie Kołakowskiej należą się wielkie brawa, ponieważ stworzyła fabułę, która wciąga od pierwszej strony. Niby obyczajówka a trochę z elementami thrillera, sporo zaskoczenia, wartka akcja i ciekawi bohaterowie. Czytałam i oderwać się nie mogłam, ciągle przewracałam kartki by dowiedzieć się kto jest anonimowym autorem maili do Tarskiego. Z wypiekami na twarzy czekałam na rozwiązanie zagadki, bawiąc się przy tym doskonale. Jestem pod wrażeniem świetnego pomysłu na książkę i chętnie bym obejrzała film na jej podstawie. Myślę, że "Kolejny rozdział"  świetnie nadałby się na ekranizację.
Jeśli potrzebujecie dobrej lektury na "przebudzenie" po zimie, to serdecznie polecam nową powieść Kołakowskiej. Lekka, przyjemnie napisana, z pomysłem i zaskakującym zakończeniem. Idealna na jeden wieczór!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka!

Moja ocena: +5/6

piątek, 3 lutego 2017

2. Małgorzata Falkowska "Gorzej być (nie) może / Patronat medialny




Po dość długotrwałym zastoju w czytaniu miałam trochę dość trudnych tematów poruszanych w literaturze. Chociaż zawsze zarzekałam się, że to właśnie obyczajówki o skomplikowanej fabule, problemach i kłopotach to "moje" klimaty, tym razem miałam zwyczajny przesyt. Najnowsza książka Gosi Falkowskiej idealnie wpasowała się w potrzebę czytania czegoś lekkiego, przyjemnego i mega poprawiającego humor! "Gorzej być (nie) może" to udana kontynuacja "Męża potrzebnego na już". Macie ochotę na potężną dawkę śmiechu podczas lektury???

Kolejny raz spotykamy się z sześcioma zwariowanymi dziewczynami. Tym razem jednak swą opowieść nie snuje Berka, tylko Zosia.Do tej pory dziewczyna cieszyła się bogactwem ojca i bezustannie korzystała z dobrodziejstw swojej sytuacji, której chyba pozazdrościłaby jej każda dziewczyna w tym wieku. Rozkapryszona Zosia jednak ma w sobie odrobinę ambicji i planuję rozpocząć studia w kierunki seksuologii klinicznej. Nie spodziewa się jednak, że rodzina będzie chciał jej utrzeć kapryśnego nosa w najmniej spodziewanym momencie. Kiedy pod opieką Zosi zostaje jej młodsza przyrodnia siostra Zuzia, zdarza się coś strasznego...mała ginie! Zosia nie ma pojęcia, że za zaginięciem małej stoją najbliższe dla niej osoby. W dodatku na celowniku pojawia się pewien tajemniczy Sebastian, który nieźle namiesza w życiu Zosieńki. Czy naprawdę gorzej już być nie może?

Małgorzata Falkowska jest w znakomitej formie i widać to właśnie po jej drugiej książce. Bardzo mi przyjemnie objąć po raz kolejny patronatem medialnym powieść, która jest tak dobrze napisana. Często się zdarza, że kiedy autor pisze kolejne tomy, to fabuła jest mocno naciągana a bohaterowie stworzeni by zapełnić luki w fabule. "Gorzej być (nie) może" to przykład doskonałej kreacji bohaterów, zwartej fabuły i niesamowitych zwrotów akcji. Tu nie ma mowy o nudzie, a Gosia Falkowska postarała się, by perypetie Zośki były realne i przy okazji zabawne. Śmiem porównać, że przy książkach Falkowskiej bawię się równie wyśmienicie jak przy lekkim piórze Nataszy Sochy. Jeśli właśnie lubicie takie lekkie komedie z wieloma zwrotami akcji, to z pewnością się nie zawiedziecie.

Ja muszę dodać, że jestem w tej książce! Tak! Malwina Latko, to bohaterka, którą znajdziecie podczas lektury "Gorzej być (nie) może. Czy może być lepsze wyróżnienie od autorki??? Kiedy czytałam o sobie ( a jestem tam szczupła, hurra!!!!) to czułam się tak cudownie, tak wyjątkowo, że nie sposób słowami teraz oddać moich emocji. Dziękuję. Nie wiem co jeszcze mogłabym napisać :-)

Polecam całym sercem. Dobra zabawa gwarantowana, pełno humoru, fantastycznych bohaterów i zakończenie, przy którym otworzycie szeroko oczy ze zdumienia. Małgorzata Falkowska zadbała, żeby wszystko ze sobą było spójnie połączone i tworzyło wspaniałą lekturę na zimowe wieczory. Nie ma nic lepszego na poprawę nastroju, gwarantuję!

Za  możliwość przeczytania bardzo dziękuję Małgorzacie Falkowskiej oraz Wydawnictwu Videograf.

Moja ocena: 6/6

środa, 11 stycznia 2017

1. Magdalena Majcher "Stan nie! błogosławiony" / premierowo



Nowy Rok rozpoczynam recenzją mocnej powieści, która właśnie dziś ma swoją premierę. "Stan nie! błogosławiony" to druga książka popularnej blogerki, a prywatnie mojej koleżanki, Magdaleny Majcher. W ubiegłym roku z wypiekami na twarzy przeczytałam "Jeden wieczór w Paradise" i wiedziałam, że po piórze Magdy mogę spodziewać się wielu emocji i wzruszeń. Kolejny raz autorka porusza ważne kwestie, trudne tematy i życiowe problemy. Musicie to przeczytać!

Pola i Jakub tworzą szczęśliwy i stabilny związek. Ich małżeństwo jest oparte na zaufaniu i wzajemnym zrozumieniu. Jedynie matka Poli sieje zamęt w życiu młodych, coraz bardziej wtrącając się w ich osobiste plany. Bożena nachalnie namawia Polę by wreszcie się ustatkowała zawodowo i koniecznie urodziła już dziecko. Dziewczyna znów czuje się przyparta do muru i nie umie postawić matce granicy. Wszystko to jest spowodowane traumą z przeszłości, Bożena bowiem była matką daleką od ideału.
Szybko spełnia się marzenie Bożeny, niespodziewanie (i nieplanowanie) Pola zachodzi w ciążę. Po chwilowym szoku, oboje z Jakubem bardzo się z tego faktu cieszą. Radość przyszłych rodziców burzy fakt, że podczas rutynowych badań pojawia się ziarno niepewności, czy dziecko urodzi się zdrowe. Pola i Jakub zostają wystawieni najcięższej próbie, czy zdecydują się na donoszenie ciąży, jeśli dziecko okaże się chore? Jak sobie poradzą z tym jako małżeństwo, czy wytrzymają próbę losu?

Skończyłam powieść wczoraj późno w nocy, bo zwyczajnie nie umiałam oderwać się od lektury. Chociaż czytanie formatu PDF na telefonie jest dla mnie absolutną męczarnią, nic nie było w stanie powstrzymać mnie przed skończeniem tej historii. Możecie się domyślać, że taki temat, jaki podjęła w swojej książce Magdalena, jest trudny i wzbudza mnóstwo emocji. Jestem mamą, a to oznacza, że czuję się odpowiedzialna już nie tylko za siebie, ale także za dwie istoty, które razem z mężem powołałam do życia. Strach czy dziecko urodzi się zdrowie towarzyszy chyba każdej przyszłej mamie. Podobnie było ze mną, ja również przeżyłam chwile grozy, gdy w ciąży z synkiem w 21 tygodniu ciąży dostałam nagłego krwawienia. Ale nie o tym chciałam pisać...nawiązałam do moich osobistych wspomnień dlatego, żeby zaznaczyć, jak dobrze rozumiałam wewnętrzną walką bohaterów powieści. Ich strach o dziecko, lęk o przyszłość i niepewność zdominowały niemal całą ciążę. Mówi się przecież, że ciąża to stan błogosławiony, lecz dla Poli był to okres nieustającego stresu i walki z samą sobą. Kiepskie stosunki z matką dały o sobie znać jeszcze bardziej dobitnie. Dobrze, że na horyzoncie była babcia Jakuba, Aniela, która dodawała otuchy zatroskanym przyszłym rodzicom.

Książka Magdy Majcher jest wspaniałym przykładem na to, że można w tak subtelny, nie narzucający sposób przedstawić trudną historię małżeństwa, które stoi przed dramatyczną decyzją: co dalej? Jeśli dziecko okaże się chore, to czy podołają w jego/jej wychowaniu? Czy z drugiej strony byliby zdolni pozbawić je życia? Kto dał im takie prawo, a może tak powinni zrobić? Ja Wam nie napiszę, jak ta opowieść się kończy. Wy to musicie kochani przeczytać. Jestem pewna, że spędzicie przy lekturze niezapomniane chwile a fabuła osadzi się w Waszej pamięci  i sercach. "Stan nie! błogosławiony" na to jak najbardziej zasługuje i ...no cóż...mogłam się przecież tego spodziewać, że kto jak kto jak kto, ale Madzia zawładnie moim czytelniczym sercem i wróci mi ochota na czytanie do upadłego.

Jeszcze na koniec taka skromna uwaga, książka jest napisana w tak realistyczny sposób, jest tak spójna, opowiedziana prostym, ale jednocześnie fachowym językiem, że gdybym nie znała autorki, to podejrzewałabym, że musiała opisywać swoje osobiste przeżycia. Brawo!


Za możliwość przeczytania, oraz za zaufanie jakim mnie darzy, dziękuję mojej utalentowanej Magdzie Majcher , oraz Wydawnictwu Pascal, że się do tej prośby przychyliło. 

Moja ocena: 6/6

środa, 21 grudnia 2016

45. " Święta dzieci z dachów" Mårten Sandén, Lina Bodén

Uwielbiam czas oczekiwań na święta Bożego Narodzenia! Cieszy mnie dosłownie wszystko, a najbardziej raduje czas spędzony z najbliższymi. Co roku moje dzieci sukcesywnie wyjadają czekoladki ze swych kalendarzy adwentowych, a od dwóch lat to oczekiwanie przybiera także inną formę. Od tamtego roku zatracamy się co wieczór w magicznych opowieściach bożonarodzeniowych, które wydają Zakamarki. Cóż takiego niezwykłego jest w tych książkach? Pomyślicie, że przecież książek o tematyce świątecznej jest całe mnóstwo. Owszem, ale zaufajcie mi, że te są absolutnie wyjątkowe.
O czym mowa? Znacie te magiczne opowieści w 24 rozdziałach do czytania w każdy grudniowy dzień? Jeśli nie, to zapraszam na recenzję najnowszej, wydanej w tym roku książki pt."Święta dzieci z dachów".

Mago, Issa i Stella uciekają z domu dziecka, by odnaleźć ojca Mago. Na dworcu w Sztokholmie spotykają tajemniczego staruszka Niklassona, który stracił pamięć i nie wie kim jest. Niespodziewanie na dworcu pojawia się także dziewczynka w kaszkiecie, Pirania, która daje trójce uciekinierów schronienie, oraz przedstawia im dzieci z dachów. Wszystko jest owiane nutką tajemnicy i niepewności, Stella, Issa i Mago zupełnie nie spodziewają się tego, że przeżyją niezwykłą przygodę, pełną magii i dobra.  Jesteście gotowi na wspaniałą lekturę razem z dziećmi?


Za kilka dni Wigilia i pomimo natłoku obowiązków muszę się Wam przyznać, że mało czytam, ale dzieciaki od 1 grudnia, czyli od rozpoczęcia pierwszego rozdziału, nie dają mi szansy na to, żeby opuścić wieczorne czytanie. "Święta dzieci z dachów" to kolejna po "Wierzcie w Mikołaja" i "Prezencie dla Cebulki" nasza obowiązkowa lektura na grudniowy wieczór. Te książki są cudowne!
Żadne inne nam znane nie wprowadzają takiej atmosfery i na żadne inne moje dzieci nie czekają tak niecierpliwie. Gdy tylko kładą się do swoich łóżek od razu z ich pokoju słyszę "mamooo, dziś kolejny rozdział, pamiętasz?". Nie odpuściłam, pomimo tego, że czasem usypiam pierwsza, to na siłę otwieram oczy, wlokę się do ich pokoju i czytam. Bo nie ma nic lepszego, niż ta chwila spędzona z dziećmi przy dobrej książce.


Seria świątecznych opowiadań, którą wydało wydawnictwo Zakamarki jest wyjątkowa nie tylko ze względu na wyżej wspomniane 24 rozdziały, które świetnie zastąpią kalendarz adwentowy. Należy też wspomnieć o treści, która jest bardzo interesująca, pouczająca i ma niesamowity klimat. Niejednokrotnie bohaterowie rozśmieszą, zaintrygują i wzruszą czytelników. Wzbogacone przepięknymi ilustracjami w stylu skandynawskim dodatkowo cieszą oko i pobudzają wyobraźnię. Książka jest wydana bardzo starannie, jest szyta, w twardej oprawie i dość dużym formacie. Z powodzeniem posłuży jeszcze długo Waszym dzieciom, a może nawet i wnukom?
Będziemy wracać do tego, oraz pozostałych tytułów często. Mamy także nadzieję, że w przyszłym roku znów będzie nowy tytuł do kolekcji. Jestem przekonana, że pokochacie serię Zakamarkową tak jak my, a jeśli jeszcze jej nie znacie, to pędźcie do księgarni i nadrabiajcie zaległe rozdziały!

Więcej o książce TU

Bardzo dziękujemy za egzemplarz wydawnictwu Zakamarki!

Nasza ocena: 6/6

środa, 14 grudnia 2016

Podsumowanie, trochę prywaty i życzenia świąteczne.

Dawno mnie tu nie było... Niestety nie umiem Wam się jakoś logicznie z tego wytłumaczyć. Napiszę wprost, od momentu aż w marcu poszłam na miesiąc do pracy (na zastępstwo) tak straciłam wenę do czytania. Nie wiem sama co się stało, zwyczajnie przerwany został mój ciąg czytelniczy i już nie umiem sprawić by wrócił. Przedtem czytałam 8-12 książek w miesięcu, teraz 2-3. Różnica jest ogromna, a ja czuję, że się chyba w tym wszystkim wypaliłam. Na pewno widzicie, że na blogu pustki, recenzji jak na lekarstwo a ja udzielam się na stronie sporadycznie. Miałam myśli by zamknąć bloga, że to już wystarczy, że już nie daję rady żyć tylko książkami i czytaniem. Dzieci pochłaniają teraz większość mojego popołudnia. Są coraz starsze i potrafią świetnie zająć się sobą, ale przy odrabianiu lekcji potrzebują mnie coraz częściej. Córcia chodzi do 4 klasy, ma bardzo dużo zadawane i staram się jej w matematyce pomóc na ile tylko potrafię bo z innymi przedmiotami radzi sobie świetnie sama. Synek jest w 2 klasie, poświęcam mu czas szczególnie na naukę płynnego czytania. Do południa ogarniam dom, gotuję, robię zakupy dla całej rodziny i pomagam mężowi w prowadzeniu firmy. Wiem, że komuś mogłoby się wydawać, że jak nie pracuję zawodowo to mam czas na wszystko. Niestety, czasem mam wrażenie, że jest zupełnie odwrotnie.
Nie wiem co dalej z blogiem...żal mi zamykać, ale nie chciałabym aby świecił pustkami. Czytam nadal, ale po kilkanaście stron dziennie, co daje niestety słaby wynik skończonej książki w dwa tygodnie. Przyznam, że męczyła mnie strasznie presja pisania na czas, dlatego postanowiłam zakończyć współprace z wydawcami, którzy mnie ciągle poganiali i pilnowali terminów. Nie zajmuję innym blogerom miejsca, nie biorę od nich książek, mam przecież co czytać.
No własnie...mam tyyyle książek, że życia mi braknie, abym je przeczytała. Ciągle dochodziły nowe a ja pod presją byłam zmuszona czytać "na czas". Wydaje mi się, że to tez spowodowało, że podświadomie odpuściłam sobie. Wiecie jakie to głupie uczucie, gdy dostałam np na urodziny wymarzoną książkę od dzieci, taką którą bardzo chciałam przeczytać i leży ona zakurzona do dziś, bo  nie mam czasu jej czytać? Mam wiele takich tytułów i pora trochę nadrobić zaległości.
Nie rezygnuję z czytania, nie zamierzam odmawiać autorom, którzy podeślą mi swoje książki, chcę tylko przestać zawalać się nowymi książkami, bo czuję, że nigdy nie wyjdę z zaległości. Marzę o tym, by móc samej wybrać tytuł, który dziś zacznę czytać.
Takie mam postanowienie noworoczne, czy mi się uda? Nie wiem.

Półtora tygodnia do świąt, więc wiem, że na pewno braknie mi czasu na to, żeby odezwać się tu znowu. Zaraz zacznie się pęd zakupowy, sprzątanie i gotowanie świątecznych przysmaków. Obiecałam sobie też, że jak najwięcej wolnych chwil przed i w trakcie świąt poświęcę dzieciom.
Życzę Wam abyście nie wpadli w wir świątecznej gorączki, abyście zatrzymali się na chwilę i pomyśleli co dla Was jest najważniejsze? Życzę Wam spokoju, rodzinnej atmosfery i wielu szczęśliwych chwil. Miło mi będzie, jesli nadal tu będziecie czasem wpadać :-)
Pozdrawiam grudniowo!
Malwina

piątek, 18 listopada 2016

44. Natasza Socha "Dziecko last minute"



Natasza Socha nie odpoczywa. To dobrze, bo książki tej autorki rozchodzą się jak świeże bułeczki. Nic dziwnego, Natasza ma wyjątkowe poczucie humoru i jest wspaniałą obserwatorką życia, po "Hormonii" przyszedł czas na równie udaną jej kontynuację, czyli "Dziecko last minute".

Kalina ma 46 lat i właśnie dowiedziała się, że jest w ciąży z Kosmą, mężczyzną poznanym przed zaledwie kilkoma tygodniami. Ta nieoczekiwana wiadomość burzy wszelkie plany Kaliny i wywołuje ogrom zamieszania w jej życiu. Czy kobieta "grubo" po czterdziestce jest jeszcze gotowa na powtórne macierzyństwo? Czy Kosma sprosta temu trudnemu zadaniu, jakim jest bycie ojcem? Jak tę nowinę przekazać gderliwej matce i co powie dorosła już córka Kaliny? Ciąża wydaje się końcem świata i początkiem wszelkich problemów. A może będzie zupełnie odwrotnie?

Z wielkim apetytem skończyłam pierwszą część cyklu "Matki, czyli córki" i wręcz nie mogłam doczekać się kontynuacji. Natasza na szczęście nie kazała wiernym czytelniczkom zbyt długo czekać i jej "Dziecko..." wpadło mi w ręce bardzo szybko. Nie zawiodłam się i tym razem. Czy będę bardzo monotematyczna jeśli napiszę, że kocham poczucie humoru tej autorki? Ja zwyczajnie jej książki mogę brać w ciemno, bo wiem czego mogę się spodziewać po jej piórze. Natasza pisze rewelacyjnie! Humor tryska już od pierwszej strony i jest dokładnie w moim guście. Pomiędzy wybuchami śmiechu jest w jej powieściach mnóstwo mądrości życiowej, która wynika z tego, że autorka potrafi idealnie przenosić życiowe sytuacje na papier. Związek z maminsynkiem, codzienność kury domowej, ciąża po czterdziestce? Proszę bardzo! Socha udowodniła, że jest autorką uniwersalną i żadna tematyka nie jest jej straszna.
"Dziecko last minute" to książka idealna, nie tylko dla pań w podobnej sytuacji, jak Kalina. Tak naprawdę każda z nas, bez względu na wiek będzie się wyśmienicie bawić przy lekturze. Realistyczna, do bólu szczera i trochę ironiczna opowieść o trudach macierzyństwa, skomplikowanych relacjach rodzinnych i o poznawaniu samej siebie. Idealna do oderwania od codzienności, gwarantuje poprawę nastroju i umili każdy jesienny wieczór.
Serdecznie polecam!

Za egzemplarz dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu Pascal!

Moja ocena: 6/6