Debiutancka powieść autorki o pokoleniu "Słoików" czyli młodych ludziach, którzy w celach zarobkowych przenieśli się z rodzinnych miejscowości do stolicy.Byłam ciekawa co takiego autorka chce nam przekazać poprzez tą książkę, jak się okazało, bardzo wiele.
Historia trzech osób bardzo ze sobą powiązanych. Na wstępie poznajemy Pawła, trzydziestolatka mieszkającego w wynajętej kawalerce z narzeczoną Asią. Ten typ nie dał się lubić od początku, do granic możliwości zapatrzony w czubek własnego nosa, nie liczący się z nikim i niczym....no przepraszam, poza pieniędzmi.Pragnienie posiadania własnego mieszkania przesłoniło mu chyba resztki godności i jak to mówią "po trupach do celu".To, co zrobił żeby ten cel osiągnąć wzbudziło we mnie odrazę do jego osoby i zdania nie zmienię. Zostałam inaczej wychowana, dążenie do celu robiąc krzywdę ludziom jest mi zupełnie obca. Podczas czytania miałam ochotę wcisnąć się w strony i palnąć Pawła w głowę patelnią by się trochę opamiętał.Irytujący typ i tyle.
Prawda jest w powiedzeniu że zarówno dobre, jak i złe uczynki z czasem do nas powracają. I dobrze, bo Paweł dostał za swoje od losu.Tak po cichu liczyłam na to, że kiedyś życie utrze mu nosa za swoje postępki.
W kolejnej części poznajemy Ewę, ta dla odmiany ma to czego nie miał Paweł- dobrą pracę, zaplecze finansowe i ładne mieszkanie.Nie ma tylko drugiej połówki, by móc to szczęście z kimś dzielić. Trochę uparcie i na siłę szuka mężczyzny w sieci. Trafia różnie, raz lepiej raz gorzej, na ogół nie angażując się.Niestety jej historia kończy się tragicznie, na swoje własne życzenie dziewczyna wpakowała się w bagno z którego nie było ucieczki. smutny los ją spotkał, ale też swoim zachowaniem straciła sporo w moich oczach.
Aśka - narzeczona Pawła z pierwszej części książki pojawia się na końcu.Losy bohaterów niespodziewanie łączą się tworząc spójną i smutną historię zagubionych w stolicy i w życiu młodych ludzi.
Książka daje do myślenia nad sensem naszego życia. Co jest tak naprawdę ważne, czy dobro materialne to jedyne czego potrzebujemy i pragniemy? Mnie cały czas podczas lektury nasuwał się myśl ..
.Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Te słowa powtórzyłabym każdemu z bohaterów "Zachłannych".Nie można mieć od razu wszystkiego, postępując zgodnie z naszym sumieniem możemy osiągnąć więcej niż idąc przez życie na oślep, nie licząc się z nikim.
Ciekawa opowieść, tu nie znajdziemy mega dynamicznej akcji, ale życiową historię którą dobrze się czyta, chociaż porusza trudne i smutne tematy. Nie kończy się happy-endem, to nie ta bajka ;-)
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Mira Harlequin.
Moja ocena 5/6