czwartek, 22 września 2016
Umilacze jesienno-zimowe, czyli parę słów o świeczkach, które podbiły moje serce!
Od zawsze sezon jesienno-zimowy kojarzył mi się z "czasoumilaczami". Dla mnie są to przede wszystkim: owocowe herbaty, pachnące kremy do rąk/balsamy do ciała, ciepły kocyk i świeczki. Dziś post właśnie o świecach, które odkryłam bardzo niedawno.
Jakiś czas temu byłam zafascynowana oryginalnymi Yankee Candle, no dobra, nadal jestem, ale nie czarujmy się...nie stać mnie na zakup świec, które kosztują blisko stówy. Raz do tej pory pozwoliłam sobie na kupno cynamonowej Yankee i do tej pory słyszę swoje wyrzuty sumienia (80 zł!!!!). Tańsze są woski, które także namiętnie kupuję i polecam. Dzisiejszy wpis nie będzie opisywał świec i zapachów Yankee, lecz ich tańsze i co najważniejsze, polskie odpowiedniki!
Przypadkowo, przeglądając internet trafiłam na blog polecający Polskie Świece. Pierwszy raz o nich słyszałam, ale rzecz oczywista, z ciekawości weszłam na stronkę hurtowni. Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że właściciel, pan Jacek, ma w swojej ofercie mnóstwo zapachów i form do wyboru. Możecie wybierać zapachy kwiatowe, owocowe, świąteczne i wiele innych. W ofercie są tealighty, świece w szkle, w słoikach, woski, świece klasyczne rustykalne...ach...nic tylko brać!
Wszystko to możecie znaleźć tu:
Polskie Świece
Dzięki uprzejmości Pana Jacka otrzymałam pierwszą paczuszkę do testowania, między innymi po to, bym mogła teraz Wam trochę opisać te świeczki.
Dostałam:
Dwa słoiczki o zapachu Mint Cream i Williams Pear
Podgrzewacze maxi Sex on the beach
Tealighty w kształcie kwiatków Cotton fresh
Tealighty Green Tea
Sama dokupiłam sobie jeszcze kilka zapachów, m.in. French Riviera, Lemon Cake, Lovely Gift.
Jakie było moje pierwsze wrażenie? Przede wszystkim już podczas rozpakowywania, paczka niesamowicie pachniała. Jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości, czy świeczka w słoiczku za 6,5 zł będzie ładnie pachnieć, to ja Wam daję słowo, że tak. Na pierwszy ogień poszła Mint Cream.
Zapach słodkiej mięty, przyjemnie rozchodzi się po całym pokoju, nie drażni, nie jest duszący, świeży i zdecydowanie na lato. Miałam szczęście, bo odpaliłam go jeszcze w gorący wrześniowy dzień i skutecznie umilił mi zniesienie gorąca. Potem jednak rozchorowałam się i muszę przyznać, że zapach świetnie sprawdził się przy katarze. Miętowy aromat unoszący się w pokoju pomagał mi normalnie oddychać.
Williams Pear pachnie przepięknymi, dojrzałymi gruszkami, takimi, które uwielbiam. Zapach jest cudowny, delikatniejszy i mniej wyczuwalny niż Mint Cream, ale apetyczny i bardziej uniwersalny. Jest idealnym odzwierciedleniem prawdziwego aromatu tych owoców, bez zbędnej sztuczności. Polecam!
Podgrzewacze Sex on the beach pachną mi mango, kokosem i pomarańczą. To zdecydowanie najbardziej owocowa i radosna mieszanka. Kojarzy mi się ze słodkim drinkiem pitym na gorącej plaży. Mmmm...pychotka! Jest wyczuwalny, lecz nie duszący.
Tealighty Cotton Fresh, są dla mnie absolutnym hitem! Po raz pierwszy spotykam się z podgrzewaczami, które są w plastikowych, przezroczystych naczyniach, które dają więcej światła i wyglądają naprawdę szykownie. Alternatywa dla sreberkowych naczynek, dla mnie bomba. Mało tego, te świeczuszki mają pod spodem małe nóżki, dzięki czemu bez problemu możemy je postawić praktycznie na każdej powierzchni. A to, że występują w kształcie serduszek, kwiatków, gwiazdek, choinek (aaaa będą na świętaaaaaa), to już tylko kolejna mega zaleta.
Zapach Cotton Fresh to bardzo uniwersalny i świeży zapach, właściwie dla każdego. Mnie kojarzy się z czystym praniem, wypłukanym w Lenorze. Zapach idealny do łazienki.
Green Tea również przypadł mi do gustu. Paczka tych podgrzewaczy stale jest w użyciu i cóż...pomału się kończy. Zapach ten bardzo mnie relaksuje, jest rześki, lekki a jednocześnie nadaje pomieszczeniu piękną woń zielonej herbaty.Dla miłośników naturalnych aromatów będzie idealny.
Zapachy, które dokupiłam są równie piękne i naturalne. Nie czuć absolutnie żadnych chemicznych aromatów, jak bywa w świecach marketowych. Będę stałą klientką Polskich Świec i mogę je z czystym sumieniem polecić. Ogromny wybór, bardzo atrakcyjne ceny i wysoka jakość to cechy charakterystyczne dla tej firmy. Nie jest to jakość Yankee Candle i nikogo nie zamierzam oszukiwać, ale moi drodzy, słoiczek zapachowej polskiej świecy, który kosztuje 6,5 zł i można go potem wykorzystać, to chyba nie wiele prawda? I najważniejsze...te świeczki naprawdę pachną. Pachną na cały pokój, nie dymią, nie śmierdzą chemią. Coś więcej potrzeba?
To co, gotowi na jesienne wieczory w blasku świec? Lubicie, kupujecie w tym sezonie takie zapachowe cuda? Podzielcie się wrażeniami. Cmok :-*
Za możliwość testowania serdecznie dziękuję Panu Jackowi z Polskich Świec!
poniedziałek, 19 września 2016
41.Hubert Hender "Kolejność"
Hubert Hender zadebiutował w 2013 roku powieścią kryminalną pt. "Zapora", której niestety nie udało mi się przeczytać. Autor lubi osadzać swoje wątki w okolicach Dolnego Śląska, bo jak sam pisze, te okolice są mu bardzo bliskie. Ja miałam ostatnio okazję dowiedzieć się jak wypadła jego najnowsza książka "Kolejność" i jestem pod sporym wrażeniem.
W Kowarach na Dolnym Śląsku zostaje brutalnie zamordowany jeden z górników pracujący w kopalni, która swoje lata świetności ma dawno za sobą. To nie jedyna zbrodnia, jaka dotyka tą okolicę, ponieważ w niedługim czasie zostają znalezione kolejne zwłoki mężczyzny. Dwa ciała, dwa bestialskie morderstwa, dziwne napisy wskazujące na numerowanie ciał, znajdujące się na miejscach zbrodni. Podkomisarz Gawłowski i komisarz Iwanowicz próbują ułożyć skomplikowaną układankę w całość i dotrzeć do osoby, która stoi za zabójstwami mężczyzn. Czy jednak zdążą, nim morderca zaatakuje ponownie?
Pierwsze co mi przychodzi do głowy po lekturze "Kolejności" to to, że poleciałabym ten kryminał męskiej części czytających. Lubię ten gatunek i chętnie po niego sięgam, ale tak naprawdę niewiele jest książek, które z czystym sumieniem dałabym w prezencie mężowi, koledze czy bratu. Książka Huberta Hendera jednak idealnie pasuje mi na kryminał, po który z przyjemnością sięgną czytający panowie. Dlaczego? Przede wszystkim panuje w nim gęsta, mroczna atmosfera. "Kolejność" jest książką z mocną i wyrazistą fabułą, zdecydowanym ruchem akcja ciągle goni do przodu a bohaterami są przede wszystkim mężczyźni. Sporo dialogów, mało opisów, myślę, że to idealna książka dla każdego, kto lubi rasowe kryminały.Duszna atmosfera Dolnego Śląska sprawia, że czyta się ją z wypiekami na twarzy i ciarkami na plecach. Niejednokrotnie podczas lektury zwyczajnie się bałam i prawie czułam oddech mordercy na karku!
Warto także wspomnieć, że sprawa morderstwa, nie jest jedynym tematem poruszonym w książce. Autor poprzez wprowadzenie wątku osobistego komisarza Iwanowicza, sprawił, że postać nabrała realnych cech i stała się tym samych bardziej wiarygodna. Jestem przekonana, że zainteresuje Was każdy wątek, jaki autor wprowadził do swojego kryminału. Zakończenie zaskoczyło mnie, nie domyśliłam się kto stał za wszystkimi zbrodniami, chociaż podczas czytania intensywnie o tym myślałam. Lubię być zaskoczona i udało się panu Hubertowi mnie zadziwić. Jestem pozytywnie zaskoczona całością i czekam na kolejną książkę jego autorstwa!
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Filia!
Moja ocena: 5/6
środa, 31 sierpnia 2016
40. Małgorzata Rogala "Dobra matka"
Niewiele z nas, w dzisiejszym świecie, potrafi oprzeć się korzystaniu z portali społecznościowych. Facebook, Instagram, Snapchat...to wszystko spowodowało, że publikujemy o sobie więcej informacji niż kiedykolwiek, mając przy tym coraz mniej prawdziwych przyjaciół.
Czy kiedykolwiek zastanawialiście się co się dzieje ze zdjęciami wrzuconymi do Internetu? Pal licho, jeśli to "tylko" nasze fotki, ale coraz więcej wrzucamy zdjęć naszych dzieci, często niestety bezmyślnie. Jakie mogą być tego skutki?
Agata Górska stara się rozwiązać zagadkę morderstwa młodej kobiety, zastrzelonej z bliska w Lesie Kabackim. Kolejna ofiara potęguje stres policjantów, ponieważ wszystko wskazuje na to, że mają do czynienia z psychopatą. Ofiary tuż przed śmiercią dostają ostrzegawczą informację "Bądź dobrą matką", co ona oznacza? W jaki sposób powiązane są ofiary i dlaczego ktoś je brutalnie zabija?
Małgorzata Rogala według mnie spisała się na medal. Stworzyła historię bardzo "na czasie". Ten kryminał, poza tym, że jest świetnie skonstruowany, to jeszcze idealnie wpisuje się w dzisiejszą modę na publikowanie dosłownie wszystkiego w mediach społecznościowych. Któż z nas nie ma konta na Facebooku? Ileż to razy widzę głupotę i naiwność młodych rodziców wrzucających zdjęcia swoich pociech bez pieluszki, czy podczas kąpieli? Tylko po co? Po co dawać na tacy potencjalnym pedofilom nasze dzieci? Autorka napisała kryminał z wielkim przesłaniem, który stanowi niewątpliwie największy atut książki. Przestrzega nas przed nadmiernym obnażaniem się w sieci, stara się nakłonić czytelnika do ochrony swoich danych osobowych i wizerunku. Przyznam, że "Dobra matka" daje sporo do myślenia i chyba właśnie o to chodzi!
Rogala poza tym, że napisała dreszczowiec, który daje czytelnikowi lekcję życia, to także zainteresowała niebanalną fabułą i ciekawymi bohaterami. Książkę czyta się bardzo dobrze, jest w niej duża dawka napięcia i oczekiwania na finał, jak w rasowym kryminale być powinno. Nie zgadłam do końca, kto stał za morderstwami kobiet a to oznacza, że autorka kilka razy skutecznie odwróciła uwagę od mordercy, a ja dałam się nieźle zmanipulować. Intryga bardzo mi się podobała i śmiem napisać, że pani Małgorzata w mojej ocenie spokojnie może stać na półce obok Remigiusza Mroza, bowiem jej kryminał przypadł mi bardzo do gustu. Jeśli lubicie takie klimaty, a jeszcze nie czytaliście, to zachęcam do sięgnięcia po tę nowość Czwartej Strony.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona!
Moja ocena: +5/6
piątek, 19 sierpnia 2016
39. Simon Beckett "Zimne ognie"
Pragnienie dziecka prędzej czy później dopada prawie każdą kobietę. Niestety, współczesne realia są dość bolesne w tej kwestii, dużo par starających się o potomka napotyka w tym temacie sporo problemów. Co jeśli kobieta pragnie zajść w ciążę a nie ma partnera? Jeśli dodatkowo nie chce angażować się w żaden związek, a dziecko chce wychować absolutnie sama? Brzmi nierozsądnie, nierealnie? Z takim problemem przyjdzie zmierzyć się bohaterce najnowszej książki Simona Becketta pt. "Zimne ognie".
Kate to typowa londyńska singielka, ostatnio rozstała się z chłopakiem a jej najbliższą przyjaciółką jest Lucy i jej rodzina. W wolnych chwilach Kate lubi zajmować się dziećmi Lucy i właśnie podczas takich chwil uświadamia sobie, że bardzo pragnie zostać matką. Na horyzoncie nie pojawia się jednak żaden odpowiedni kandydat na męża, a tym bardziej na ojca dziecka. Zdesperowana Kate decyduje się na sztuczne zapłodnienie w klinice. Warunki, jakie stawia szpital nie do końca jej odpowiadają, dlatego w końcu znajduje sama "ochotnika". Niby wszystko ustalone, ale czy na pewno wszystko pójdzie zgodnie z jej planem? Czy nowo poznany mężczyzna faktycznie okaże się tym, za kogo się podaje?
Kolejny na moim czytelniczym koncie thriller psychologiczny. I dobrze, bo wygląda na to, że bardzo udany. Simon Beckett stworzył historię, która co prawda pomału się rozkręca, ale jak już wpadnie w swój rytm to nie zwalnia do samego końca. Przyznaję, że przez pierwsze kilkadziesiąt stron zastanawiałam się, kiedy wreszcie akcja nabierze tempa, bo czytało mi się średnio. Niby temat ciekawy, niby byłam zaintrygowana, ale brakowało czegoś mocniejszego, szybszej akcji serca, poczucia zagrożenia i strachu. Na szczęście nie zraziłam się tym początkowym zastojem akcji, bo potem było już tylko lepiej. Bohaterowie stworzeni przez autora wciągają w świat swoich problemów i rozterek, powodują, że czytelnik jest ciekawy dalszego ciągu zdarzeń i finału całej sytuacji. Dodatkowo postacie są ciekawie przedstawione, a fabuła mocno intryguje, przez co mamy zapewnione mocne wrażenia podczas lektury.
Jestem zadowolona i książkę polecam, to ciekawy i powodujący wypieki na twarzy thriller psychologiczny, w którym nic nie jest czarno białe, a tym samym przewidywalne. Gwarantuję, że Simon Beckett nie raz zaskoczy Was zwrotem akcji i swoją pomysłowością. A ja chętnie zapoznam się z jego poprzednimi książkami. Jestem ciekawa Waszych wrażeń!
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca!
Moja ocena: 5/6
środa, 3 sierpnia 2016
38. Magda Stachula "Idealna"
Jeden mail z Wydawnictwa Znak wystarczył, żebym poczuła się mocno zaintrygowana. Założyłam się z panią od promocji, że jeśli książka nie przypadnie mi do gustu, ona wyśle mi tabliczkę czekolady, za to, że poświęciłam swój czas na przeczytanie debiutu Magdy Stachuli, W nosie mam czekoladę, bo na półce mam książkę z gatunku który uwielbiam, z niesamowitą fabułą i zaskakującym zakończeniem. Tadam, tadam! Moi drodzy, przedstawiam Wam idealną "Idealną"!
Anita marzy o dziecku. Wraz z mężem od dłuższego czasu bezskutecznie próbują powiększyć swoją rodzinę, tracąc przy tym wszelki romantyzm i czułość. Ich małżeństwo zaczyna się sypać, mąż ucieka w pracę, a Anita chcąc zabić nudę zajmuje się podglądaniem ludzi przez kamerki miejskiego monitoringu. Ot tak sobie, patrzy na przechodniów, wsiada z nimi do tramwaju i przenosi się w inne miejsce. Szczególnie upodobała sobie Pragę i pewną linię tramwajową, gdzie jeździ niemal codziennie specyficzna para. Obserwowanie ich daje Anicie ukojenie i odskocznię od problemów w małżeństwie. Jednak jest coś, co nie daje jej spokoju. W ubraniach Anity pojawia się sukienka, której nigdy sobie nie kupiła, a w torebce znajduje się szminka w kolorze, którego Anita nie lubi. Kto się tak bezczelnie z nią bawi? Czy zaczyna tracić zmysły, czy jest ktoś, kto jej zagraża?
Thriller psychologiczny jakiego jeszcze nie czytałam. Wiem, wiem...ja ogólnie lubię ten gatunek, ale "Idealna" nie jest kolejnym dreszczowcem, jakich wiele na księgarnianych półkach. To skomplikowana i naładowana emocjami opowieść o kobiecie dążącej do bycia matką, o zdradzie, o traumie z przeszłości i nienasyconej żądzy zemsty. Fenomenalnie poprowadzona intryga, rewelacyjne przedstawienie postaci i świetne połączenie wątków. Brawo dla autorki, taki debiut zdarza się wyjątkowo rzadko i należy go promować w każdy możliwy sposób.
Dość sceptycznie podeszłam do zakładu o którym pisałam we wstępie. Teraz muszę przyznać, że to będzie jedna z najwyżej ocenionych przeze mnie książek 2016 roku. Stachula zasłużyła na najwyższą notę, bo to co się działo ze mną podczas czytania jest nie do opisania. Ja nie byłam wstanie oderwać się od pochłaniania "Idealnej", wierzcie lub nie, ale zaczęłam czytam przed 21.00 a skończyłam tuż przed 2.00 w nocy. Doprawdy nie pamiętam kiedy ostatni raz tak wciągnęła mnie jakakolwiek książka.
Nie pytajcie czy warto, pędźcie do księgarni, bo jeśli tylko lubicie thrillery to czeka Was jeden z najlepszych, jakie czytaliście. Wypieki na twarzy gwarantowane!
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova!
Moja ocena: +6/6
środa, 27 lipca 2016
37. Claire Douglas "Siostry"
Mój ulubiony gatunek, interesujący opis plus przepiękna okładka i...przepadałam. Od samego początku, gdy tylko zobaczyłam tę książkę w zapowiedziach, wiedziałam, że muszę ją mieć. Czasem tak mam, że intuicyjnie czuję z którą książką się "zaprzyjaźnię", a która będzie totalną klapą. Powieść Claire Douglas to jeden z najciekawszych thrillerów jakie czytałam. Wciąga i intryguje niemal tak samo jak "Kwiaty na poddaszu" V.C. Andrews!
Abi jest załamana po śmierci swojej siostry bliźniaczki. Obwinia siebie o nieszczęśliwy wypadek, wszędzie widzi twarz ukochanej Lucy. Wspomnienia bolesnej przeszłości ciągną się za nią, utrudniając normalne funkcjonowanie.
Gdy poznaje Beatrice wszystko zaczyna się układać. Bea jest bardzo podobna do Lucy, w dodatku stara się bezinteresownie pomóc . Zaprasza Abi do swojego domu, gdzie przedstawia swojego brata bliźniaka. Ben w mgnieniu oka przypada Abi do gustu i zaczyna ich łączyć coraz mocniejsze uczucie. Gdy Abi wprowadza się do Bena i Beatrice, w ich wspólnym domu zaczynają dziać się dziwne rzeczy.
Miłość bliźniąt została już poruszana w literaturze nie jeden raz. Nie od dziś wiadomo, że więź łącząca takie rodzeństwo jest wyjątkowa i niepowtarzalna. Claire Douglas w swojej powieści znów ukazała jak bardzo mocno tęskni się za bliźniakiem, który odszedł. Bohaterzy jej książki to młodzi ludzie po przejściach. "Siostry" to nie jest lekka książka dla młodzieży, to skomplikowany thriller psychologiczny, pełen intryg, kłamstw i tajemnic rodzinnych. Nie bez powodu przywołałam we wstępie słynne "Kwiaty na poddaszu", nie chcąc spamować, nie zdradzę nic więcej z treści, ale mogę napisać, że Douglas wciąga w wir tajemnic swoich bohaterów podobnie jak Andrews w swoich sagach o Dollangangerach.
Brawo dla Wydawcy za piękną i intrygującą okładkę, bo to dzięki niej właśnie zwróciłam uwagę na tytuł i opis. Teraz, kiedy jestem już kilka dni po lekturze mogę śmiało stwierdzić, że okładka z tytułem nieco namieszała mi w głowie. Gdy znam finał książki, wiem też jak mogę i jak powinnam zrozumieć dwie pary butów na okładce. Jak przeczytacie, będziecie dokładnie wiedzieć o co mi chodzi, w każdym razie, nie dajcie się zwieść tytułowi.
"Siostry" to thriller taki, jak lubię. Młodzi ludzie z bagażem doświadczeń, tajemnice rodzinne, zakazane związki i szczypta miłości pomiędzy, to zapowiedź udanej lektury. Czytałam z wypiekami na twarzy, kolejno przerzucając kartki by dowiedzieć się jak się skończy cała historia. Od dawna nie czytałam książki, która jednocześnie tak mnie wciągnęła i w której do samego końca nie wiedziałam kto jest tym dobrym, a kto złym. Autorka tak sprytnie mną manipulowała, że niczego nie byłam do końca pewna. Zakończenie zaskoczyło mnie i jednocześnie pozostawiło nutkę niepewności i ochoty na więcej. Warto było spędzić z "Siostrami" dwa popołudnia. Serdecznie polecam!
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu W.A.B.!
Moja ocena: +5/6
środa, 20 lipca 2016
36. Małgorzata Falkowska "Mąż potrzebny na już" / przedremierowo/ patronat medialny
Premiera: 22.07.2016
Wydawnictwo: Videograf
Czy można znaleźć miłość na
zawołanie? A może wystarczy tylko
dokładnie rozejrzeć się wokół, bo idealny kandydat jest na wyciągnięcie
ręki? „Mąż potrzebny na już” to kapitalna powieść o poszukiwaniu drugiej
połówki, przepełniona humorem i bogata w nieoczekiwane zwroty akcji.
Swoją debiutancką książką Gosia Falkowska podbiła moje serce, a ja
jestem pewna, że i Wy będziecie tarzać się ze śmiechu, oczarowani Berką i jej noworocznymi postanowieniami.
dokładnie rozejrzeć się wokół, bo idealny kandydat jest na wyciągnięcie
ręki? „Mąż potrzebny na już” to kapitalna powieść o poszukiwaniu drugiej
połówki, przepełniona humorem i bogata w nieoczekiwane zwroty akcji.
Swoją debiutancką książką Gosia Falkowska podbiła moje serce, a ja
jestem pewna, że i Wy będziecie tarzać się ze śmiechu, oczarowani Berką i jej noworocznymi postanowieniami.
Tak to już bywa z tymi postanowieniami. Zazwyczaj czekamy do Nowego roku, lub chociaż do poniedziałku, żeby obiecywać sobie, że schudniemy, przestaniemy palić papierosy a nawet, że...znajdziemy męża w rok. Czy to proste zadanie? Chyba nie!
Bernadetta, zwana Berką, spędza Sylwestra wraz ze swoimi przyjaciółkami. Jak co roku, każda z nich ma przygotowane swoje noworoczne postanowienie. Ta, która wytrwa i obietnicy dotrzyma, wygra dość sporą sumę pieniędzy. Gra warta świeczki, więc każda z przyjaciółek wysoko sobie stawia poprzeczkę.
Jolka pragnie zostać trenerem personalnym, Marietta dyrektorem projektowym, Zośce marzy się obrona tytułu magistra, Monice przydałoby się prawo jazdy, a Baśka marzy o wyprowadzce od rodziców. No i Berka...postanawia wyjść za mąż w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy. Nierealne? Dlaczego nie? Będzie ciężko, ale też bardzo zabawnie!
Wydawca promuję książkę słowami "lekka komedia romantyczna", a ja dziś mogę napisać, że jestem oczarowana historią Falkowskiej. Kiedy Gosia pisała mi, że pisze książkę, nie spodziewałam się, że aż tak podbije ona moje serce. Komedie bowiem rzadko przypadają mi do gustu, zazwyczaj sięgam po thrillery czy obyczajówki o trudnej tematyce. "Mąż potrzebny na już" to opowieść, której się nie czyta, ją się pochłania w ekspresowym tempie z wypiekami na twarzy. To niesamowicie wciągająca historia z barwnymi bohaterami i bardzo zabawnymi dialogami. Dziewczyny, które stworzyła autorka są roztrzepane, pakują się w liczne kłopoty i zabawne epizody, ale są postaciami z krwi i kości, a cała fabuła tak opisana, że spokojnie można zrobić z niej świetny film. Każda czytelniczka (bo zakładam, że większość czytających to kobiety) odnajdzie coś dla siebie. Napiszę więcej: ta historia mogła zdarzyć się naprawdę. Mało tego, wielokrotnie rozmawiałam a Gosią i wiem, że część sytuacji ma swoje odzwierciedlenie w życiu autorki. Czy potrzeba większej zachęty?
Małgosia Falkowska udowodniła, że debiutancka powieść może być tak samo udana, jak ta napisana przez bardzo doświadczonego autora. Nic, dosłownie nic tej książce nie brakuje. Absolutnie nie widać tej "pierwszości" w pisaniu, jestem dumna, że mogę patronować tak wyjątkowej i dojrzałej książce. Podobało mi się wiele rzeczy, od przesympatycznych bohaterek, po inteligentne dialogi, wpleciony w dużej dawce humor, aż po zaskakujące zakończenie. Autorka poza tym, że stworzyła komedię, która świetnie spełnia swoją rozrywkową rolę, pokazała też czytelnikom swój przekaz. Gosia zachęciła, by w poszukiwaniu miłości otworzyć szeroko oczy, nie skupiać się tylko na marzeniach, ale konsekwentnie je realizować. Na przykładzie Berki ukazała, że możemy wiele osiągnąć, jeśli tylko mocno tego chcemy. Marzenia to początek sukcesu! A miłość? No cóż...czasem jest na wyciągnięcie ręki.
Pozytywna i emanująca ciepłej opowieść o poszukiwaniu miłości spodoba się kobietom w każdym wieku. Dostarcza emocji, trochę wzrusza a już na pewno wywołuje uśmiech na twarzy. "Mąż potrzebny na już" czyta się z prawdziwą przyjemnością, zachęcam do zapisania jej na listę książek koniecznych do kupienia. Z niecierpliwością czekam, na kolejną książkę Gosi, a od siebie dziś jej gratuluję. Napisałaś bestseller, kochana!
Za możliwość przedpremierowego czytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Videograf, a Gosi Falkowskiej składam ogromne podziękowania za to, że tak zawzięcie walczyła o mój patronat! Jestem z Was dumna!
Moja ocena: 6/6
Subskrybuj:
Posty (Atom)