środa, 26 października 2016
43. Neo-Nówka "Schody do nieba" - recenzja
Neo-Nówka czyli przezabawni trzej panowie: Roman Żurek, Michał Gawliński i Radek Bielecki. Z początku funkcjonowali pod nazwą "To-Niemy", ich skecze "Niebo", "Poczta" czy seria "Paciaciaki" biją rekordy oglądalności. Kabaret, który potrafi rozbawić największego ponuraka, a skecz Niebo osiągnął na kanale You Tube prawie dwa miliony wyświetleń. Książka, którą wydało wydawnictwo Prószyński i S-ka to zbiór informacji na temat rozpoczęcia kariery, popularności, skeczy i innych ciekawostek. Jak sami mówią, tej książki miało nie być, ale pewne tematy trzeba było poruszyć raz na zawsze. No bo jak to było w końcu z tym Niebem, była wpadka czy genialne aktorstwo? Zachęcam do lektury!
Dialog wcale nie musi być nudny, a biografię też można przeczytać w jeden dzień z wypiekami na twarzy. Przekonałam się o tym sama, kiedy wczoraj w okolicach południa dostałam od wydawcy ebooka Neo-Nówki. Kiedy tylko zobaczyłam ją w zapowiedziach, wiedziałam, że muszę to przeczytać. Musiałam się dowiedzieć jak to naprawdę było z najlepszym skeczem, jaki w życiu oglądałam i przy którym śmieję się w głos do dziś, chociaż oglądam to trzydziesty piąty raz. Wzięłam czytnik do ręki i przepadłam na dobre trzy godziny, obiad znacznie przesunął się w czasie a łóżko zostało pościelone dopiero po południu, ale co tam. Czytałam historię powstania jednego z najpopularniejszych kabaretów w Polsce i znów płakałam ze śmiechu. Wiecie co? To nie jest zwykła kupa suchych faktów i informacji, "Schody do nieba" to wyjątkowo żartobliwie przedstawiona historia Romana, Radka i Michała. W całej rozmowie, w której biorą udział panowie czuć tę wyjątkową wieź, która ich łączy. Podczas lektury widać gołym okiem, jak się lubią i wzajemnie uzupełniają. Swoim charakterystycznym humorem rozbawiają nie tylko czytelników, ale i siebie nawzajem. Trochę prywaty, trochę zdjęć, mnóstwo żartów i dystansu do samych siebie, tak w skrócie można opisać Neo-Nówkę poza sceną. Miałam wrażenie, że chłopaki mają niezłą zabawę podczas pisania tej książki, co bardzo wpłynęło na moją ogólną ocenę. Muszę przyznać, że nie zawsze byłam fanką kabaretów, ale to za sprawą mojego męża, który notorycznie ogląda takie występy, w końcu i ja dałam się w to wciągnąć. I nie żałuję! Neo-Nówka potrafi bawić różną publiczność, zdarzały się nawet występy w seminariach, gdzie siostry zakonne bawiły się na całego! Czasem jest mniej śmiesznie, kiedy ksiądz grozi palcem za występ lub starsza pani próbuje przerwać skecz o "moherach". Macie niedosyt? I dobrze, bo jeśli tylko znacie z tv Neo-Nówkę to sięgnijcie po tę książkę! Dobra zabawa gwarantowana.
Panom gratuluję dobrej książki i życzę kolejnych skeczów, w których publiczność i widzowie przed tv skręcają się ze śmiechu.
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka!
Moja ocena: +5/6
środa, 12 października 2016
42. Steena Holmes "Dziecko wspomnień"
Pamiętacie "Szukając Emmy"? To właśnie autorka, która napisała tę książka powraca ze swoją nową powieścią. Powieścią trudną, bo poruszającą temat psychozy poporodowej, rozstania, cierpienia i traumatycznych wspomnień, a to wszystko na zaledwie 240 stronach. Czy Steenie Holmes udało się mnie zaintrygować fabułą i zaskoczyć zakończeniem?
Diana i Brian są na szczycie kariery, tworzą dobre małżeństwo a przed nimi otwiera się droga do polepszenia sytuacji zawodowej. Ciąża Diany jest dla nich sporym zaskoczeniem i cóż...nie cieszy się z niej sama przyszła mama.
Rok później Diana jest już szczęśliwą mamą małej Grace, co prawda bardzo nadopiekuńczą i pełną leków, ale bardzo zakochaną w swojej małej córce. Tylko Brian się nie odzywa, wyjechał służbowo, obiecał wrócić tuż po narodzinach Grace, ale milczy, pomimo licznych prób kontaktu. Dianą i jej córeczką zajmuje się niania, ale dlaczego jej uwaga jest skierowana bardziej na młodą matkę a nie na jej córeczkę? Co się tak naprawdę dzieje w życiu Diany? Gdzie podziewa się jej mąż i czemu nikt nie chce powiedzieć jej prawdy?
Książka pełna znaków zapytania, to pierwsze co mi przyszło do głowy, gdyby ktoś mnie prosił o jedno zdanie na jej temat. Steena Holmes podjęła się napisania o bardzo trudnych tematach i przyznam, że pomimo niewielkiej objętości nie "połknęłam" jej w jeden wieczór.
Historię opisaną w książce poznajemy z punktu widzenia Diany i Briana. W dodatku przeplatana jest teraźniejszość z przeszłością, co sprawia, że potrzeba skupienia by połapać się w fabule. Podczas lektury, zamiast coraz więcej rozumieć z fabuły, w mojej głowie było coraz więcej niewiadomych. I wiecie co? Mi się to bardzo podobało. Nic nie było podane na tacy, oczywiste i jasne. Steena Holmes potrafi zaskoczyć czytelnika, o czym przekonacie się czytając tę książkę.
"Dziecko wspomnień" jest mieszanką powieści psychologicznej i thrillera, trzyma w napięciu, porusza temat psychozy poporodowej i sprawia, że nie można jej odłożyć póki nie dowiemy się co tak naprawdę działo się w rodzinie Diany. Jak bardzo na życie bohaterki wpłynęły traumatyczne zdarzenia z przeszłości?
Zakończenie, mimo, że zaskakujące to udało mi się je przewidzieć. Jeśli będziecie uważnie czytać, bacznie zwracać uwagę na zachowanie bohaterów, to na pewno domyślicie się co zaserwuje autorka na ostatnich stronach.
Serdecznie polecam, lecz lojalnie uprzedzam, pomimo słodkiej okładki, treść jest naprawdę poważna, wymagająca przemyślenia i dużej uwagi. "Dziecko wspomnień" nie jest lekką lekturą, przy której się odprężycie, jednak uważam, że zasługuje na przeczytanie. Pozycja godna polecenia!
Za możliwość przeczytanie serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu!
Moja ocena: 5/6
czwartek, 22 września 2016
Umilacze jesienno-zimowe, czyli parę słów o świeczkach, które podbiły moje serce!
Od zawsze sezon jesienno-zimowy kojarzył mi się z "czasoumilaczami". Dla mnie są to przede wszystkim: owocowe herbaty, pachnące kremy do rąk/balsamy do ciała, ciepły kocyk i świeczki. Dziś post właśnie o świecach, które odkryłam bardzo niedawno.
Jakiś czas temu byłam zafascynowana oryginalnymi Yankee Candle, no dobra, nadal jestem, ale nie czarujmy się...nie stać mnie na zakup świec, które kosztują blisko stówy. Raz do tej pory pozwoliłam sobie na kupno cynamonowej Yankee i do tej pory słyszę swoje wyrzuty sumienia (80 zł!!!!). Tańsze są woski, które także namiętnie kupuję i polecam. Dzisiejszy wpis nie będzie opisywał świec i zapachów Yankee, lecz ich tańsze i co najważniejsze, polskie odpowiedniki!
Przypadkowo, przeglądając internet trafiłam na blog polecający Polskie Świece. Pierwszy raz o nich słyszałam, ale rzecz oczywista, z ciekawości weszłam na stronkę hurtowni. Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że właściciel, pan Jacek, ma w swojej ofercie mnóstwo zapachów i form do wyboru. Możecie wybierać zapachy kwiatowe, owocowe, świąteczne i wiele innych. W ofercie są tealighty, świece w szkle, w słoikach, woski, świece klasyczne rustykalne...ach...nic tylko brać!
Wszystko to możecie znaleźć tu:
Polskie Świece
Dzięki uprzejmości Pana Jacka otrzymałam pierwszą paczuszkę do testowania, między innymi po to, bym mogła teraz Wam trochę opisać te świeczki.
Dostałam:
Dwa słoiczki o zapachu Mint Cream i Williams Pear
Podgrzewacze maxi Sex on the beach
Tealighty w kształcie kwiatków Cotton fresh
Tealighty Green Tea
Sama dokupiłam sobie jeszcze kilka zapachów, m.in. French Riviera, Lemon Cake, Lovely Gift.
Jakie było moje pierwsze wrażenie? Przede wszystkim już podczas rozpakowywania, paczka niesamowicie pachniała. Jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości, czy świeczka w słoiczku za 6,5 zł będzie ładnie pachnieć, to ja Wam daję słowo, że tak. Na pierwszy ogień poszła Mint Cream.
Zapach słodkiej mięty, przyjemnie rozchodzi się po całym pokoju, nie drażni, nie jest duszący, świeży i zdecydowanie na lato. Miałam szczęście, bo odpaliłam go jeszcze w gorący wrześniowy dzień i skutecznie umilił mi zniesienie gorąca. Potem jednak rozchorowałam się i muszę przyznać, że zapach świetnie sprawdził się przy katarze. Miętowy aromat unoszący się w pokoju pomagał mi normalnie oddychać.
Williams Pear pachnie przepięknymi, dojrzałymi gruszkami, takimi, które uwielbiam. Zapach jest cudowny, delikatniejszy i mniej wyczuwalny niż Mint Cream, ale apetyczny i bardziej uniwersalny. Jest idealnym odzwierciedleniem prawdziwego aromatu tych owoców, bez zbędnej sztuczności. Polecam!
Podgrzewacze Sex on the beach pachną mi mango, kokosem i pomarańczą. To zdecydowanie najbardziej owocowa i radosna mieszanka. Kojarzy mi się ze słodkim drinkiem pitym na gorącej plaży. Mmmm...pychotka! Jest wyczuwalny, lecz nie duszący.
Tealighty Cotton Fresh, są dla mnie absolutnym hitem! Po raz pierwszy spotykam się z podgrzewaczami, które są w plastikowych, przezroczystych naczyniach, które dają więcej światła i wyglądają naprawdę szykownie. Alternatywa dla sreberkowych naczynek, dla mnie bomba. Mało tego, te świeczuszki mają pod spodem małe nóżki, dzięki czemu bez problemu możemy je postawić praktycznie na każdej powierzchni. A to, że występują w kształcie serduszek, kwiatków, gwiazdek, choinek (aaaa będą na świętaaaaaa), to już tylko kolejna mega zaleta.
Zapach Cotton Fresh to bardzo uniwersalny i świeży zapach, właściwie dla każdego. Mnie kojarzy się z czystym praniem, wypłukanym w Lenorze. Zapach idealny do łazienki.
Green Tea również przypadł mi do gustu. Paczka tych podgrzewaczy stale jest w użyciu i cóż...pomału się kończy. Zapach ten bardzo mnie relaksuje, jest rześki, lekki a jednocześnie nadaje pomieszczeniu piękną woń zielonej herbaty.Dla miłośników naturalnych aromatów będzie idealny.
Zapachy, które dokupiłam są równie piękne i naturalne. Nie czuć absolutnie żadnych chemicznych aromatów, jak bywa w świecach marketowych. Będę stałą klientką Polskich Świec i mogę je z czystym sumieniem polecić. Ogromny wybór, bardzo atrakcyjne ceny i wysoka jakość to cechy charakterystyczne dla tej firmy. Nie jest to jakość Yankee Candle i nikogo nie zamierzam oszukiwać, ale moi drodzy, słoiczek zapachowej polskiej świecy, który kosztuje 6,5 zł i można go potem wykorzystać, to chyba nie wiele prawda? I najważniejsze...te świeczki naprawdę pachną. Pachną na cały pokój, nie dymią, nie śmierdzą chemią. Coś więcej potrzeba?
To co, gotowi na jesienne wieczory w blasku świec? Lubicie, kupujecie w tym sezonie takie zapachowe cuda? Podzielcie się wrażeniami. Cmok :-*
Za możliwość testowania serdecznie dziękuję Panu Jackowi z Polskich Świec!
poniedziałek, 19 września 2016
41.Hubert Hender "Kolejność"
Hubert Hender zadebiutował w 2013 roku powieścią kryminalną pt. "Zapora", której niestety nie udało mi się przeczytać. Autor lubi osadzać swoje wątki w okolicach Dolnego Śląska, bo jak sam pisze, te okolice są mu bardzo bliskie. Ja miałam ostatnio okazję dowiedzieć się jak wypadła jego najnowsza książka "Kolejność" i jestem pod sporym wrażeniem.
W Kowarach na Dolnym Śląsku zostaje brutalnie zamordowany jeden z górników pracujący w kopalni, która swoje lata świetności ma dawno za sobą. To nie jedyna zbrodnia, jaka dotyka tą okolicę, ponieważ w niedługim czasie zostają znalezione kolejne zwłoki mężczyzny. Dwa ciała, dwa bestialskie morderstwa, dziwne napisy wskazujące na numerowanie ciał, znajdujące się na miejscach zbrodni. Podkomisarz Gawłowski i komisarz Iwanowicz próbują ułożyć skomplikowaną układankę w całość i dotrzeć do osoby, która stoi za zabójstwami mężczyzn. Czy jednak zdążą, nim morderca zaatakuje ponownie?
Pierwsze co mi przychodzi do głowy po lekturze "Kolejności" to to, że poleciałabym ten kryminał męskiej części czytających. Lubię ten gatunek i chętnie po niego sięgam, ale tak naprawdę niewiele jest książek, które z czystym sumieniem dałabym w prezencie mężowi, koledze czy bratu. Książka Huberta Hendera jednak idealnie pasuje mi na kryminał, po który z przyjemnością sięgną czytający panowie. Dlaczego? Przede wszystkim panuje w nim gęsta, mroczna atmosfera. "Kolejność" jest książką z mocną i wyrazistą fabułą, zdecydowanym ruchem akcja ciągle goni do przodu a bohaterami są przede wszystkim mężczyźni. Sporo dialogów, mało opisów, myślę, że to idealna książka dla każdego, kto lubi rasowe kryminały.Duszna atmosfera Dolnego Śląska sprawia, że czyta się ją z wypiekami na twarzy i ciarkami na plecach. Niejednokrotnie podczas lektury zwyczajnie się bałam i prawie czułam oddech mordercy na karku!
Warto także wspomnieć, że sprawa morderstwa, nie jest jedynym tematem poruszonym w książce. Autor poprzez wprowadzenie wątku osobistego komisarza Iwanowicza, sprawił, że postać nabrała realnych cech i stała się tym samych bardziej wiarygodna. Jestem przekonana, że zainteresuje Was każdy wątek, jaki autor wprowadził do swojego kryminału. Zakończenie zaskoczyło mnie, nie domyśliłam się kto stał za wszystkimi zbrodniami, chociaż podczas czytania intensywnie o tym myślałam. Lubię być zaskoczona i udało się panu Hubertowi mnie zadziwić. Jestem pozytywnie zaskoczona całością i czekam na kolejną książkę jego autorstwa!
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Filia!
Moja ocena: 5/6
środa, 31 sierpnia 2016
40. Małgorzata Rogala "Dobra matka"
Niewiele z nas, w dzisiejszym świecie, potrafi oprzeć się korzystaniu z portali społecznościowych. Facebook, Instagram, Snapchat...to wszystko spowodowało, że publikujemy o sobie więcej informacji niż kiedykolwiek, mając przy tym coraz mniej prawdziwych przyjaciół.
Czy kiedykolwiek zastanawialiście się co się dzieje ze zdjęciami wrzuconymi do Internetu? Pal licho, jeśli to "tylko" nasze fotki, ale coraz więcej wrzucamy zdjęć naszych dzieci, często niestety bezmyślnie. Jakie mogą być tego skutki?
Agata Górska stara się rozwiązać zagadkę morderstwa młodej kobiety, zastrzelonej z bliska w Lesie Kabackim. Kolejna ofiara potęguje stres policjantów, ponieważ wszystko wskazuje na to, że mają do czynienia z psychopatą. Ofiary tuż przed śmiercią dostają ostrzegawczą informację "Bądź dobrą matką", co ona oznacza? W jaki sposób powiązane są ofiary i dlaczego ktoś je brutalnie zabija?
Małgorzata Rogala według mnie spisała się na medal. Stworzyła historię bardzo "na czasie". Ten kryminał, poza tym, że jest świetnie skonstruowany, to jeszcze idealnie wpisuje się w dzisiejszą modę na publikowanie dosłownie wszystkiego w mediach społecznościowych. Któż z nas nie ma konta na Facebooku? Ileż to razy widzę głupotę i naiwność młodych rodziców wrzucających zdjęcia swoich pociech bez pieluszki, czy podczas kąpieli? Tylko po co? Po co dawać na tacy potencjalnym pedofilom nasze dzieci? Autorka napisała kryminał z wielkim przesłaniem, który stanowi niewątpliwie największy atut książki. Przestrzega nas przed nadmiernym obnażaniem się w sieci, stara się nakłonić czytelnika do ochrony swoich danych osobowych i wizerunku. Przyznam, że "Dobra matka" daje sporo do myślenia i chyba właśnie o to chodzi!
Rogala poza tym, że napisała dreszczowiec, który daje czytelnikowi lekcję życia, to także zainteresowała niebanalną fabułą i ciekawymi bohaterami. Książkę czyta się bardzo dobrze, jest w niej duża dawka napięcia i oczekiwania na finał, jak w rasowym kryminale być powinno. Nie zgadłam do końca, kto stał za morderstwami kobiet a to oznacza, że autorka kilka razy skutecznie odwróciła uwagę od mordercy, a ja dałam się nieźle zmanipulować. Intryga bardzo mi się podobała i śmiem napisać, że pani Małgorzata w mojej ocenie spokojnie może stać na półce obok Remigiusza Mroza, bowiem jej kryminał przypadł mi bardzo do gustu. Jeśli lubicie takie klimaty, a jeszcze nie czytaliście, to zachęcam do sięgnięcia po tę nowość Czwartej Strony.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona!
Moja ocena: +5/6
piątek, 19 sierpnia 2016
39. Simon Beckett "Zimne ognie"
Pragnienie dziecka prędzej czy później dopada prawie każdą kobietę. Niestety, współczesne realia są dość bolesne w tej kwestii, dużo par starających się o potomka napotyka w tym temacie sporo problemów. Co jeśli kobieta pragnie zajść w ciążę a nie ma partnera? Jeśli dodatkowo nie chce angażować się w żaden związek, a dziecko chce wychować absolutnie sama? Brzmi nierozsądnie, nierealnie? Z takim problemem przyjdzie zmierzyć się bohaterce najnowszej książki Simona Becketta pt. "Zimne ognie".
Kate to typowa londyńska singielka, ostatnio rozstała się z chłopakiem a jej najbliższą przyjaciółką jest Lucy i jej rodzina. W wolnych chwilach Kate lubi zajmować się dziećmi Lucy i właśnie podczas takich chwil uświadamia sobie, że bardzo pragnie zostać matką. Na horyzoncie nie pojawia się jednak żaden odpowiedni kandydat na męża, a tym bardziej na ojca dziecka. Zdesperowana Kate decyduje się na sztuczne zapłodnienie w klinice. Warunki, jakie stawia szpital nie do końca jej odpowiadają, dlatego w końcu znajduje sama "ochotnika". Niby wszystko ustalone, ale czy na pewno wszystko pójdzie zgodnie z jej planem? Czy nowo poznany mężczyzna faktycznie okaże się tym, za kogo się podaje?
Kolejny na moim czytelniczym koncie thriller psychologiczny. I dobrze, bo wygląda na to, że bardzo udany. Simon Beckett stworzył historię, która co prawda pomału się rozkręca, ale jak już wpadnie w swój rytm to nie zwalnia do samego końca. Przyznaję, że przez pierwsze kilkadziesiąt stron zastanawiałam się, kiedy wreszcie akcja nabierze tempa, bo czytało mi się średnio. Niby temat ciekawy, niby byłam zaintrygowana, ale brakowało czegoś mocniejszego, szybszej akcji serca, poczucia zagrożenia i strachu. Na szczęście nie zraziłam się tym początkowym zastojem akcji, bo potem było już tylko lepiej. Bohaterowie stworzeni przez autora wciągają w świat swoich problemów i rozterek, powodują, że czytelnik jest ciekawy dalszego ciągu zdarzeń i finału całej sytuacji. Dodatkowo postacie są ciekawie przedstawione, a fabuła mocno intryguje, przez co mamy zapewnione mocne wrażenia podczas lektury.
Jestem zadowolona i książkę polecam, to ciekawy i powodujący wypieki na twarzy thriller psychologiczny, w którym nic nie jest czarno białe, a tym samym przewidywalne. Gwarantuję, że Simon Beckett nie raz zaskoczy Was zwrotem akcji i swoją pomysłowością. A ja chętnie zapoznam się z jego poprzednimi książkami. Jestem ciekawa Waszych wrażeń!
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca!
Moja ocena: 5/6
środa, 3 sierpnia 2016
38. Magda Stachula "Idealna"
Jeden mail z Wydawnictwa Znak wystarczył, żebym poczuła się mocno zaintrygowana. Założyłam się z panią od promocji, że jeśli książka nie przypadnie mi do gustu, ona wyśle mi tabliczkę czekolady, za to, że poświęciłam swój czas na przeczytanie debiutu Magdy Stachuli, W nosie mam czekoladę, bo na półce mam książkę z gatunku który uwielbiam, z niesamowitą fabułą i zaskakującym zakończeniem. Tadam, tadam! Moi drodzy, przedstawiam Wam idealną "Idealną"!
Anita marzy o dziecku. Wraz z mężem od dłuższego czasu bezskutecznie próbują powiększyć swoją rodzinę, tracąc przy tym wszelki romantyzm i czułość. Ich małżeństwo zaczyna się sypać, mąż ucieka w pracę, a Anita chcąc zabić nudę zajmuje się podglądaniem ludzi przez kamerki miejskiego monitoringu. Ot tak sobie, patrzy na przechodniów, wsiada z nimi do tramwaju i przenosi się w inne miejsce. Szczególnie upodobała sobie Pragę i pewną linię tramwajową, gdzie jeździ niemal codziennie specyficzna para. Obserwowanie ich daje Anicie ukojenie i odskocznię od problemów w małżeństwie. Jednak jest coś, co nie daje jej spokoju. W ubraniach Anity pojawia się sukienka, której nigdy sobie nie kupiła, a w torebce znajduje się szminka w kolorze, którego Anita nie lubi. Kto się tak bezczelnie z nią bawi? Czy zaczyna tracić zmysły, czy jest ktoś, kto jej zagraża?
Thriller psychologiczny jakiego jeszcze nie czytałam. Wiem, wiem...ja ogólnie lubię ten gatunek, ale "Idealna" nie jest kolejnym dreszczowcem, jakich wiele na księgarnianych półkach. To skomplikowana i naładowana emocjami opowieść o kobiecie dążącej do bycia matką, o zdradzie, o traumie z przeszłości i nienasyconej żądzy zemsty. Fenomenalnie poprowadzona intryga, rewelacyjne przedstawienie postaci i świetne połączenie wątków. Brawo dla autorki, taki debiut zdarza się wyjątkowo rzadko i należy go promować w każdy możliwy sposób.
Dość sceptycznie podeszłam do zakładu o którym pisałam we wstępie. Teraz muszę przyznać, że to będzie jedna z najwyżej ocenionych przeze mnie książek 2016 roku. Stachula zasłużyła na najwyższą notę, bo to co się działo ze mną podczas czytania jest nie do opisania. Ja nie byłam wstanie oderwać się od pochłaniania "Idealnej", wierzcie lub nie, ale zaczęłam czytam przed 21.00 a skończyłam tuż przed 2.00 w nocy. Doprawdy nie pamiętam kiedy ostatni raz tak wciągnęła mnie jakakolwiek książka.
Nie pytajcie czy warto, pędźcie do księgarni, bo jeśli tylko lubicie thrillery to czeka Was jeden z najlepszych, jakie czytaliście. Wypieki na twarzy gwarantowane!
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova!
Moja ocena: +6/6
Subskrybuj:
Posty (Atom)